Magdalena Rigamonti: To jest wojna czy stan wojenny?

Andrij Deszczycia: Wojna. Ukraina jest w stanie wojny z Rosją. Nie od wczoraj, nie od niedzieli. Ta wojna trwa od 2014 r. A dokładnie to od lutego 2014 r., od wejścia Rosji na nasz, ukraiński Krym.

Świat o tej wojnie zapomniał. Przez cztery lata była cisza.

Na Ukrainie – nie. Przecież cały czas trwają walki. Nie zgadzam się, że świat zapomniał. Sankcję wciąż działają. Temat jest podnoszony na forach międzynarodowych. Ale zdecydowanie potrzebujemy dalszej presji i bardziej stanowczej reakcji wszystkich krajów demokratycznych na łamanie przez Rosję prawa międzynarodowego.

Cztery lata to długi czas – jakie były kolejne etapy tej wojny? Pierwszym była dezinformacja?

Następnie nielegalna okupacja Krymu i Sewastopola. Kolejnym etapem rosyjskiej agresji była próba zdestabilizowania sytuacji we wschodnich regionach Ukrainy. Rosyjskie regularne wojska i bojownicy wspierani przez Kreml zajęli część obwodów Donieckiego i Ługańskiego na Ukrainie. Był też atak rosyjski na MH-17, w wyniku agresji rosyjskiej mamy powyżej 1,5 mln wewnętrznych przesiedleńców z okupowanych Krymu i Donbasu. Każdego dnia na wschodzie naszego kraju giną i kaleczą się nasi obrońcy.

Agresja zbrojna jest tylko jednym z elementów rosyjskiej wojny hybrydowej przeciwko Ukrainie. Stosuje się też propagandę opartą na kłamstwie i substytucji pojęć; presja gospodarczo-ekonomiczna; blokada energetyczna; terror i zastraszanie obywateli Ukrainy; cyberataki i wiele innych czynności.

To może dobrze się stało, że Rosja znowu zaatakowała. Bo świat sobie o tej wojnie przypomniał?

Z tej perspektywy... Nie mogę powiedzieć, że dobrze, bo zaatakowano nasze okręty, 24 marynarzy wzięto do niewoli.