Julia Pitera wysłała pismo do ministra sprawiedliwości 18 stycznia. Europosłanka napisała, że choć polityką zajmuje się od 20 lat, to z taką falą nienawiści, jak obecnie, jeszcze się nie spotkała.
"Jako polityk byłam krytykowana, często wulgarnie, oceniano moje działania, jednak obecnie występująca fala nienawiści jest przerażająca i wzbudza uzasadnioną obawę, że groźby kierowane pod moim adresem zostaną zrealizowane. Jeśli nie przez osoby formułujące przedstawione niżej komentarze, to przez jakąś osobę, która jest odbiorcą tego nawoływania do nienawiści" - przywołuje treść zawiadomienia Onet.
Dalej Pitera podaje kilkadziesiąt przykładów komentarzy internautów zamieszczonych na YouTubie i portalu wpolityce.pl, głównie pod materiałami dotyczącymi niemieckich Jugendamtów, których europosłanka broniła przy ostrej krytyce PiS. "Większość z nich nie nadaje się do cytowania, ale wprost nawołują one do zastosowania przemocy wobec europosłanki, a nawet zabójstwa" - zauważa Onet. "Ogolić na łyso ten zdradziecki łeb" czy "ta zdrajczyni powinna wisieć" to te "łagodniejsze" przykłady.
- – mówi Onetowi rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.
Sama Pitera w rozmowie z portalem przyznaje, że od 2015 roku złożyła pięć tego typu zawiadomień do prokuratury. Najpoważniejsze groźby wobec europosłanki pojawiły się w 2017 roku, kiedy wraz z innymi europosłami kojarzonymi z opozycją zagłosowała za rezolucją Parlamentu Europejskiego w sprawie praworządności w Polsce.
Wówczas, podczas "happeningu" w Katowicach, narodowcy powiesili zdjęcia "zdradzieckich" europosłów na symbolicznych szubienicach. - – mówi Pitera.
Z kolei na tabliczce w warszawskim biurze europosłanki także rysowano szubienice, gwiazdy Dawida, aż w końcu ją ukradziono.
- – podkreśla Julia Pitera w rozmowie z Onetem.
Większość złożonych przez europosłankę zawiadomień do prokuratury skończyło się umorzeniami. Śledztwo w sprawie szubienic trwa już ponad rok i jeszcze nikt nie usłyszał zarzutów.