- – mówiła Magdalena Adamowicz.
- - mówiła w programie "Fakty po faktach" wdowa po Pawle Adamowiczu.
Stwierdziła, że rząd, który jest ręcznie sterowany, prokuratura sterowana przez ministra, media reżimowe, które trzeba tak nazwać, którymi wiadomo kto rządzi, a kto z tylnego fotela wszystko nakręca, powodowały tę nienawiść ogólną. – – powiedziała. Wspominała, że urzędy skarbowe wymyślały absurdalne zarzuty, nękały rodziców zarówno jej, jak i jej męża. – – mówiła.
Na uwagę, że za to, co mówi o mediach publicznych niektórzy grożą pozwami, odparła, że się nie boi. - - wyjaśniała. Zwróciła uwagę, że postępowania jej zmarłego męża trwały wiele lat, były umorzone i nigdy nie zostały doprowadzone do końca.
Dodała, że z kolei dziennikarze wspominali, że będzie "aresztowany lada dzień", zastanawiali się, co będzie po wyborach, gdy wygra, czy zostanie aresztowany.
"Chciałam chronić córkę"
- – opowiadała. Zwróciła uwagę, że osądzali go o wszystko. – – wspominała.
Wyznała, że jej zmarły mąż, mówił zarówno jej, jak i córkom, jak mają zachowywać się, jeśli o 6 rano ktoś zacznie pukać do drzwi. Stwierdziła, że gdy słyszała za oknem podjeżdżający samochód, podchodziła i patrzyła, czy nie wysiada z niego większa liczba mężczyzn, która "wtargnie, rzuci Pawła na podłogę, zacznie przeszukiwać nasz dom". – – mówiła.
Pytana o to, czy ta śmierć coś zmieni, stwierdziła, że ważne jest narodowe pojednanie, ale musi ono iść nie tylko od polityków, ale też samych ludzi. – – mówiła.
Zwróciła uwagę na "normalnych, zwykłych ludzi, którzy niestety mają wąskie horyzonty i oglądając jeden jedyny program, nie konfrontując, nie sprawdzając podanych informacji, w innych źródłach, przyjmują wszystko za pewnik". Wspomniała przy tej okazji o starszym małżeństwie, które przyszło do Bazyliki Mariackiej oddać hołd jej mężowi. Zapytani, czy nie chcą usiąść, odpowiedzieli ze łzami w oczach, że będą stać, o przyszli przeprosić zmarłego prezydenta. - - przytoczyła ich słowa Magdalena Adamowicz.
Jeszcze raz podkreśliła, że ma siłę, ale boi się o przyszłość dzieci. – – powiedziała. Przyznała jednak, że ma w sobie lęk, jak teraz, po śmierci męża, poradzi sobie razem z córkami. – – wspominała. Na stwierdzenie, że i ona, i córki nie zdążyły się pożegnać ze zmarłym mężem i ojcem, odpowiedziała, że spędzone razem ostatnie dwa tygodnie w Stanach Zjednoczonych, były wspaniałym czasem. – – mówiła Magdalena Adamowicz.
"Całym sercem popieram Aleksandrę Dulkiewicz"
Wyznała, ze wciąż ma wrażenie, że śmierć jej męża to sen, z którego zaraz się obudzi. Pytana o zaplanowane na 3 marca wybory nowego prezydenta Gdańska, odpowiedziała, że jest już godny następca. – – wspominała.
Zapytana o Gdańsk, odpowiedziała, że to najcudowniejsze miejsce na świecie. – – mówiła. Podkreślając, że nawet dzieci widzą, ile w Gdańsku się zmieniło.
Przyznała, że jej mąż miał swoje zdanie i mocno je artykułował. - – powiedziała. Zdradziła, że Adamowicz pisał ręcznie, bo nie lubił komputera. – – powiedziała.
Dopytywana, czy czeka na wynik śledztwa, powiedziała, że nie myśli o tym. – – powiedziała. Zapowiedziała, że zarówno ona, jak i jej córka, mają zamiar spotkać się z Jerzym Owsiakiem, szefem fundacji WOŚP.
"Myślę, że to był mord polityczny"
Zapytana o to, czy jej zdaniem śmierć prezydenta Gdańska, to był mord polityczny, odpowiedziała, że tak uważa. - – mówiła.
- – wyznała.