Pytany we wtorek w TVP1, czy z punktu widzenia Platformy Obywatelskiej groźna jest kandydatura Hołowni, który według pierwszych sondaży może liczyć na 9 proc. poparcia, Grodzki odparł, że "nie używa słowa groźny".
- - ocenił Grodzki.
Odnosząc się do opinii lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, że Hołownia będzie najgroźniejszy dla kandydata PO, marszałek Senatu stwierdził, że Hołownia pewnie zabierze temu kandydatowi trochę głosów, ale też odbierze ich trochę prezydentowi Dudzie.
Marszałek Senatu stwierdził, że do wyborów prezydenckich jest jeszcze ponad pięć miesięcy, a doświadczenie z innych wyborów pozwala przypuszczać, że początkowo duże zainteresowanie kandydatami, którzy "startowali z wysokiego C", w tym ze świata mediów, "dramatycznie spadało" w kolejnych sondażach.
Pytany, skąd jego zdaniem jest "pomysł z Hołownią", i czy potwierdza swoją wcześniejszą opinię, że "stoi za tym jakiś duży biznes", Grodzki odparł, że "takie miał informacje". - - powiedział marszałek Senatu.
Po uwadze, że kampania wyborcza może pochłonąć ponad 20 milionów złotych, Grodzki został zapytany, czy "to nie jest trochę wariant ukraiński, gdzie wybory wygrał aktor Wołodymyr Zełenski".
W odpowiedzi Grodzki przypomniał czasy "bardzo niedojrzałej demokracji" w Polsce, gdy do drugiej tury wyborów prezydenckich dostał się Stan Tymiński "z teczką, która podobno byłą pusta". - - powiedział.
- - powiedział Grodzki.