Hołownia w rozmowie z "Tygodnikiem Powszechnym" stwierdził, że słynna wypowiedź Donalda Tuska o tym, że prezydentura to "prestiż, żyrandol i pałac", zrobiła sporo złego.
- powiedział.
Dodał, że jeżdżąc po Polsce i słuchając ludzi, widzi w nich tęsknotę "za tym, żeby zaczął się w końcu wiek XXI. Ludzi różnych, ale równych, a nie lepszych i gorszych". Stwierdził, że nie chce budować partii.
- mówił. Pytany o nazwiska tych nowych liderów, z którymi chciałby współpracować wymienił Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz Adriana Zandberga, a także Aleksandrę Dulkiewicz.
W rozmowie pojawił się również temat ustawy antyaborcyjnej. Pytany o to, czy zawetowałby jej liberalizację, odpowiedział, że zwróciłby ją Sejmowi do ponownego rozpatrzenia.
- mówił.
Zaznaczył, że jest przeciwnikiem aborcji eugenicznej, ale widzi, że pytanie o to, kto w takiej sytuacji powinien podejmować decyzje – Sejm czy konkretna kobieta – rozgrzewa Polaków do czerwoności.
- stwierdził.
W rozmowie pojawił się również wątek związków partnerskich. Hołownia powiedział, że jest w stanie uznać dwóch obywateli tego kraju może stworzyć partnerski związek jednopłciowy uznany w świetle prawa, ale małżeństwo to wciąż dla niego wyłącznie związek kobiety i mężczyzny.
- mówił.
Pytany o doradców, powiedział, że wśród osób, które pomagają mu w kampanii są zarówno doradcy polityczni, jak też politolodzy, prawnicy, psychologowie, specjaliści od badań, ale nie ma wśród nich byłych ministrów ani biznesmenów.
- powiedział.
Dopytywany o wydatki, powiedział, że dotychczas wydał ok. 200 tysięcy złotych.
- wyznał.
I zaznaczył, że nie wstydzi się prosić.
- powiedział.