Marcin Herman: Czy jest już przesądzone, że w nowym rządzie zostanie pan szefem MSWiA?

Grzegorz Schetyna: Na razie nic nie jest przesądzone. Robimy wszystko, żeby powołać koalicję z PSL. To w tej chwili cel numer jeden. 5 listopada rząd PiS poda się do dymisji i zacznie obowiązywać kalendarz konstytucyjny. Do tego czasu musimy być gotowi do zbudowania większościowej koalicji.

Ale nie zaprzecza pan, że chciałby być ministrem spraw wewnętrznych?

Powiedziałem, że przyjmę taką propozycję, jeśli złoży ją premier Donald Tusk. Na razie jednak najważniejsze są rozmowy koalicyjne.

Według oficjalnych komunikatów negocjacje między PO i PSL przebiegają bez większych problemów.

Rozmowy koalicyjne w Polsce zawsze toczyły się z dużymi problemami, zawsze były nerwowe. Po kolejnych doświadczeniach wszyscy jesteśmy mądrzejsi, wiemy mniej więcej, jak omijać przeszkody. Wiemy, jak rozmawiać i szukać wspólnych rozwiązań. Jeżeli ma to być rząd trwały, na cztery lata, to wszystkie trudne rzeczy trzeba wyjaśniać sobie na początku.

Jednak, jak pamiętamy z czasów koalicji SLD-PSL, ludowcy to bardzo twardy i trudny partner.
Mamy już doświadczenia we współpracy z PSL w samorządach, wspólnie rządzimy w dwunastu sejmikach wojewódzkich. Odnosimy tam sukcesy i dobrze nam się razem pracuje. Chcemy to powtórzyć na szczeblu rządowym. Z obu stron trzeba jednak wiele zrobić, żeby wykorzystać tę wielką szansę na stabilny rząd - zniwelować różnice programowe, wypracować wspólny punkt widzenia.

Poseł PSL Jarosław Kalinowski powiedział, że PO i PSL zgadzają się w 80 proc. spraw. Pozostaje więc 20 proc. rozbieżności. Jakich spraw dotyczą?

Flagowym okrętem programu PO jest podatek liniowy, a PSL - KRUS. Mamy różne zdania na te tematy, ale wiemy, że aby dojść do porozumienia, nie można być ortodoksyjnie nastawionym, uważać, że liczy się tylko własny program. PO mogłaby w pełni realizować swój program, gdyby zdobyła 231 mandatów w Sejmie. Podobnie PSL. Tak się nie stało, potrzebny jest więc kompromis. Chodzi też o to, żeby nie był to rząd podzielony na partyjne resorty, lecz o to, żeby w każdym ministerstwie rządzić wspólnie. Jeżeli jest wspólna decyzyjność, jest też wspólna odpowiedzialność. Wtedy jest szansa na stabilny rząd, który byłby w stanie podejmować większe projekty i zadania. W innym wypadku pojawiają się konflikty już po powołaniu rządu. Tak jak żenujący spektakl, którego świadkami byliśmy przez ostatnie dwa lata.

Czyli największymi problemami w rozmowach koalicyjnych jest kwestia podatku liniowego i KRUS?

- Nie można się oszukiwać, że obie partie dzieli stosunek do tych spraw, ale jestem pewien, że zbudujemy wspólne stanowisko. Na szczęście jest dobry klimat i liderzy obu partii dobrze się rozumieją.

Czy można już z grubsza powiedzieć, jak pod rządami koalicji będą wyglądać nowe podatki?

Istnieje na przykład rządowa propozycja dwóch stawek podatkowych od 2009 roku - 18 i 32 proc. To rozwiązanie jest bliskie podatkowi liniowemu, bo oznacza, że według jednej stawki rozliczałoby się grubo ponad 90 proc. podatników.

Czy to znaczy, że polem kompromisu między PO a PSL są propozycje Zyty Gilowskiej - minister w rządzie PiS?

Najpierw musimy dokładnie policzyć budżet, zastanowić się również nad tym, jak zrealizować to, o czym mówiliśmy w kampanii wyborczej: podwyżki pensji dla sfery budżetowej, rent i emerytur. To sprawy trudne, rozmawiamy o tym. Wierzę, że zostaną wyjaśnione przed zawarciem porozumienia koalicyjnego.

Poseł Zbigniew Chlebowski, gospodarczy ekspert PO, powiedział, że rozważane jest odstąpienie od dalszych obniżek składek emerytalnych. Ta obniżka ma wejść w życie od Nowego Roku.

To jest pewien pomysł. Może należy rozważyć obniżenie jej tylko dla najmłodszych, wchodzących na rynek pracy, i najuboższych. Ale to tylko jedna z propozycji, nie ma jeszcze żadnych ustaleń.

Jakie warunki personalne stawiają w negocjacjach obie partie?

Nie myślimy w ten sposób. Chcemy, żeby w ministerstwach rządziły wspólnie obie partie, np. żeby minister miał wiceministra czy sekretarza stanu z koalicyjnej partii.

A nad jakimi ministerstwami PO chciałaby zachować kontrolę i nie odda ich PSL?
My nie jesteśmy PiS-em, który zapowiedział koalicjantom: niektóre ministerstwa są nasze i wam od nich wara! Polacy muszą widzieć, że my do polityki wprowadzamy nową jakość.

Co zostało już ustalone w kwestiach obsady stanowisk rządowych? Jakieś nazwiska?

Donald Tusk jest kandydatem na premiera, mam nadzieję, że Waldemar Pawlak będzie wicepremierem. To jest pewne. Resztę nazwisk przedstawimy po ostatecznych uzgodnieniach do 1 listopada.

PO będzie musiała jakoś ułożyć sobie stosunki nie tylko z PSL, ale również z Pałacem Prezydenckim.

Zależy nam na dobrej współpracy z prezydentem, głównie jeśli chodzi o politykę zagraniczną. Wiele tu trzeba poprawić i liczymy na porozumienie rządu z prezydentem w tej kwestii. Nie zakładamy zresztą z prezydentem żadnej wojny, nie budujemy koalicji w celu obalania weta prezydenta. W sprawach wyjątkowo ważnych będziemy się starać jednak porozumiewać zarówno z PiS, jak i LiD. Myślę np. o projektach reformy służby zdrowia, wykorzystania środków UE, podwyżkach w sferze budżetowej. Te sprawy wymagają porozumienia większego niż koalicja PO-PSL.

W kadencji Sejmu 1997-2001 był pan posłem Unii Wolności i jako jeden z zaledwie dwóch członków klubu tej partii głosował przeciwko odrzuceniu ustawy dekomunizacyjnej. Czy teraz, kiedy ma pan większy wpływ na sytuację w Polsce, będzie dążył do ostatecznego rozliczenia PRL?

Platforma nie zmienia swojego stanowiska w sprawie lustracji - jesteśmy za pełnym otwarciem dostępu do archiwów IPN. Tego oczekują zresztą nasi wyborcy - żebyśmy wreszcie, bez kontekstu politycznego, mogli poznać prawdę o nas i o naszej przeszłości.

A jeśli chodzi o dekomunizację?
Zobaczymy. To jest sprawa bardzo trudna, nie była naszym sztandarem programowym. Ale jesteśmy gotowi o tym rozmawiać, jeśli ktoś zgłosi taką propozycję.