Rada nadzorcza w pełnym składzie oddala Platformę Obywatelską i PSL od przejęcia władzy na Woronicza. Nie będzie można bowiem zrealizować jednego z rozważanych scenariuszy polegającego na wprowadzeniu do TVP zarządu komisarycznego. Byłoby to możliwe, gdyby rada nadzorcza nie działała przez pół roku. Ten termin mija za miesiąc.
Członkowie KRRiT przez wiele tygodni nie mogli porozumieć się co do kandydata na nieobsadzone miejsce w radzie nadzorczej telewizji publicznej. Od 18 czerwca, gdy do zarządu z rady przeszedł Robert Rynkun-Werner, działała w niepełnym składzie. Zarząd, którym kieruje Andrzej Urbański, pozostawał bez kontroli.
Z naszych informacji wynika, że wreszcie w środę udało się przekonać Tomasza Borysiuka, który w KRRiT zasiada z rekomendacji Samoobrony, do rezygnacji z kandydatury Anny Milewskiej. Zamiast niej Borysiuk zgłosił Piotra Wawrzeńskiego z rady nadzorczej Radia Lublin. Jego kontrkandydatką była Agata Mikołajczyk, która już zasiadała w radzie nadzorczej TVP z ramienia ministra skarbu. Kilka tygodni temu zrezygnowała, by zrobić miejsce w radzie dla Krzysztofa Czabańskiego, prezesa Polskiego Radia.
"To nie przypadek, że dzień przed przyjściem nowego rządu KRRiT wykazała się tak imponującą aktywnością, aby uzupełnić skład rady nadzorczej TVP" - ironizuje Iwona Śledzińska-Katarasińska, posłanka PO, przewodnicząca sejmowej komisji kultury i środków przekazu. Dlaczego KRRiT tak nagle zdecydowała się uzupełnić wakat w radzie nadzorczej TVP? "To może być podyktowane chęcią zmiany prezesa, ale nie tylko. KRRiT widocznie poszła po rozum do głowy i nie chce być pociągnięta do odpowiedzialności za paraliż spółki, od niemal pół roku w radzie brakuje członka, przez co nie możemy podejmować wielu decyzji" - przyznaje Ireneusz Fryszkowski, wiceprzewodniczący rady nadzorczej TVP z ramienia LPR, i nie wyklucza, że rada nadzorcza może zostać zwołana w ciągu najbliższych dni, choć planowo posiedzenie ma się odbyć 14 grudnia.
Czym udało się przekonać Borysiuka? Jak udało nam się dowiedzieć, ceną jest odejście Roberta Rynkuna-Wernera, członka zarządu TVP z rekomendacji Samoobrony, który popadł w konflikt z Andrzejem Urbańskim. Na ostatnim posiedzeniu zarządu oskarżył prezesa o działanie na szkodę spółki. Nie było tajemnicą, że Borysiuk uważał, że Rynkun-Werner nie powinien zasiadać w zarządzie. Do tej pory Urbański nie chciał się zgodzić na jego odwołanie, Rynkun-Werner tworzył z nim bowiem wewnętrzną opozycję przeciwko Sławomirowi Siwkowi i Marcinowi Bochenkowi. Oprócz odwołania Rynkuna-Wernera mówi się także o dymisji Piotra Farfała, wiceprezesa z rekomendacji LPR. Tym samym PiS pozbyłby się dawnych koalicjantów z telewizji publicznej.
Rada nadzorcza w pełnym składzie jest jednak niebezpieczna także dla samego Urbańskiego. Według naszych informacji, w tej chwili na ośmiu członków rady połowa jest za odwołaniem Urbańskiego. Żeby dokonać zmian w zarządzie potrzeba 2/3 głosów w 9-osobowej radzie.
Ireneusz Fryszkowski, wiceprzewodniczący rady nadzorczej zasiadający z rekomendacji LPR, nie ukrywa, że należałoby rozliczyć obecnego prezesa TVP. "Powołując Urbańskiego w miejsce Wildsteina, zrobiliśmy błąd, on nie pozwoliłby na tak jednoznaczne upartyjnienie TVP i nie uległby naciskom" - mówi Janusz Niedziela, sekretarz rady z ramienia PiS. Jednak o konkretnych nazwiskach członków zarządu TVP nie chce mówić. "Niewykluczone, że pojawią się wnioski o zmiany w zarządzie" - mówi ogólnie.
Czy zatem Andrzeja Urbańskiego zastąpi Krzysztof Czabański? Według naszych informacji - wątpliwe. "Czabański nie ma szans na uzyskanie odpowiedniej liczby głosów w radzie nadzorczej" - mówi jeden z jej członków.