Emocje w polskiej polityce grają główną rolę już od bardzo wielu lat, a najbardziej nasilają się właśnie podczas wyborów prezydenckich. One są jak walka bokserska – mówił Dudek.

Politolog był pytany o agresję, która towarzyszy tej kampanii.

Reklama

Ta agresja była w nas od dawna. Jeszcze w 1990 r., gdy mierzył się Lech Wałęsa ze Stanem Tymińskim, zwolennicy obu kandydatów reagowali bardzo emocjonalnie. Potem to się jeszcze nasiliło po Smoleńsku – powiedział Dudek w rozmowie z Onetem.

Hejt był w polskiej polityce od zawsze, ale gdy nie było internetu, nie było go aż tak widać. Ludzie do siebie na ulicy wykrzykiwali nienawistne hasła, ale to się dalej nie przebijało. Dziś skala tego, poprzez sieć, jest ogromna. Tyle że nie do końca zrozumiałe jest to, że te emocje nie opadają – tłumaczył profesor.

W latach 90. te wzajemne oskarżenia były wzmocnione po latach PRL-u. Można powiedzieć, że krew ofiar stanu wojennego rzutowała na poziom wzajemnej agresji. A dziś? Przecież minęło ponad 20 lat bez tak dramatycznych wydarzeń - oczywiście, poza Smoleńskiem - a ten konflikt nadal trwa. Tyle że, o dziwo, jego skutki są nie tylko niszczące - dodał.

Prawda jest taka, że poprzez te emocje możemy nie dostrzegać tego, że cała ta kampania jest monstrualnym oszustwem – ocenił Dudek.

Fakty są takie, że 95 proc, tego, co mówią kandydaci, w żaden sposób nie mieści się w ich kompetencjach. Prawem prezydenta jest inicjatywa ustawodawcza oraz weto. I tyle. Tymczasem od obu kandydatów słyszymy wciąż, że "wszystko załatwią, wszystko zrobią..." – dodał.

Reklama

Nie zrobią, bo nie mają narzędzi. Najlepszym przykładem jest tu prezydent Duda, który - mimo że miał zaplecze polityczne - nie był w stanie przeprowadzić swoich pomysłów. Wszystko, co zrobiono przez ostatnich pięć lat, zrobiono dlatego, że chciał tego Jarosław Kaczyński. Gdy Andrzej Duda jeden jedyny raz wyszedł z własną inicjatywą i chciał zorganizować referendum konstytucyjne, to PiS powiedział mu: stop – stwierdził w Onecie historyk.

I cała idea skończyła się fiaskiem. Podobnie było z obietnicami wsparcia dla frankowiczów i z obniżeniem kwoty wolnej od podatku. Nie było zgody prezesa Kaczyńskiego, nie było obiecanych przez prezydenta zmian. To jest właśnie to zderzenie każdego prezydenta z rzeczywistością – dodał.

Profesor Dudek był pytany kto ma większe szanse na wygraną w wyborach prezydenckich.

Faworytem pozostaje Duda, jednak Trzaskowski ma szanse wygrać, przy ogromnej mobilizacji wyborców "antypisowskich" – odpowiedział.

W przypadku Rafała Trzaskowskiego takim potężnym - wręcz niewyobrażalnie go kompromitującym potknięciem - była ta słynna pomyłka dotycząca jego głosowania za obniżeniem wieku emerytalnego. Nie dość, że zapomniał, że w 2016 r. był posłem, to jeszcze zapomniał, że głosowano wtedy nad obniżeniem wieku emerytalnego. Tłumacząc się później z tej pomyłki Trzaskowski nieco - mówiąc kolokwialnie - ściemniał. Ale nie to było jego największym błędem – mówił politolog w Onecie.

Tym, co może mu odebrać szansę na przechylenie szali na swoją korzyść, była rezygnacja z udziału w debacie w Końskich. To może się okazać błędem strategicznym. Bo gdyby zdecydował się tam wybrać, to mógłby zaskoczyć Dudę i zyskać. Wykonałby posunięcie mówiące: nie boję się pojechać do jaskini lwa. Z tej szansy nie skorzystał – dodał.

Historyk był również pytany o błędy Dudy w kampanii.

W przypadku Dudy zdecydowanie takimi potężnymi błędami były jego dwie wypowiedzi. Ta o osobach LGBT, które określił nie jako ludzi, a jako ideologię. Potem się z tego rakiem wycofywał, próbował tłumaczyć, także pod naciskiem Amerykanów i po ich reakcji – ocenił.

Drugi błąd to oczywiście jego słowa z Końskich o szczepionkach, o tym, że nie jest zwolennikiem obowiązkowych szczepień. Też musiał się z tego kilka dni tłumaczyć i trochę to wyglądało na kampanię gaszenia pożarów, które się samemu wywołało – dodał politolog.

Profesor był pytany o to, czy jest szansa na współpracę Trzaskokwskiego (w razie, gdyby wygrał wybory) z rządem PiS.

Nie ma najmniejszych szans na zgodną kohabitację, żadnej współpracy nie będzie. Powód jest oczywisty. Od lat istotą sporu politycznego w Polsce jest ciągła walka PiS-u z Platformą. Nie ma najmniejszego powodu, by przypuszczać, że prezydent z PO będzie robił coś innego niż przygotowywał grunt pod przyspieszone wybory – odpowiedział.

Nie dziś, nie od razu, bo PiS zapewne by te wybory wygrał. Ale w nieodległej przyszłości? Jak najbardziej. I tu PiS ma trochę racji, mówiąc o tym, że jeśli wygra Trzaskowski, to będzie konflikt. Ale to nie są argumenty, które można by bezkrytycznie akceptować – dodał.

Gdyby przyjąć za słuszne sugestie PiS o tym, by nie głosować na Trzaskowskiego, bo nie będzie współpracy z rządem, to równie dobrze za trzy lata - gdy skończy się kadencja Sejmu - PiS może twierdzić, że w wyborach parlamentarnych wygrać powinna wyłącznie ta partia. I że głosować należy tylko na PiS, bo jak wygra opozycja, to będzie jakiś konflikt z prezydentem. To tak nie działa, w demokracji to jest żaden argument – tłumaczy Dudek w Onecie.