Wiceszef MSZ w swoim artykule nawiązuje do tekstu Williama Echiksona, dyrektora brukselskiego biura organizacji Unia Europejska na rzecz Postępowego Judaizmu. Echikson pisze w nim, że Niemcy potrafiły się zmierzyć ze swoją trudną historią, i pyta, dlaczego nie może tego zrobić Polska.

Reklama

Echikson krytykuje też w tekście polski rząd za to, że „nadal wykorzystuje historię, by zatruwać stosunki z Niemcami, i regularnie żąda, aby Berlin zrekompensował Warszawie szkody wyrządzone krajowi podczas II wojny światowej”.

W opinii Szynkowskiego vel Sęka Echikson przedkładał emocje nad logikę i fakty, próbując zdyskredytować politykę polskiego rządu w dwóch szczególnie wrażliwych obszarach: relacjach ze społecznością żydowską i stosunkach z Niemcami.

Echikson namalował szczególnie ciemny obraz stanu pamięci o Holokauście w Polsce. Jego wnioski są mylące i pełne stereotypów. W rzeczywistości Polska przeznacza ogromne środki na upamiętnianie i edukację dotyczącą Holokaustu. Wydatki te nie spadły od czasu dojścia do władzy PiS w 2015 r. - wręcz przeciwnie, wzrosły – pisze w artykule polski wiceminister.

Wiceszef MSZ podkreśla, że polski rząd uważa edukację o Holokauście za swój obowiązek. „W rzeczywistości Polska jest jednym z nielicznych krajów na świecie, w których jest to obowiązkowe na wszystkich poziomach nauczania. Rząd polski również traktuje antysemityzm jako poważne zagrożenie; zapobieganie mu jest od wielu lat integralną częścią polityki PiS. Warto zauważyć, że akty wandalizmu na cmentarzach żydowskich i inne godne ubolewania incydenty antysemickie są w Polsce rzadkością. Kiedy już się zdarzają, władze państwowe zdecydowanie je potępiają. W przeciwieństwie do innych krajów europejskich instytucje żydowskie w Polsce nie wymagają ochrony bezpieczeństwa, ponieważ nie są celem przemocy” – czytamy w jego tekście.

Szynkowski vel Sęk wskazuje, że Echikson mylnie informuje o „polskich regulacjach dotyczących cenzury Holokaustu”. - Prezydent RP zaniepokojony niektórymi aspektami ustawy ze stycznia 2018 r. skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, który uznał ją za niezgodną z Konstytucją. Jeszcze przed orzeczeniem polski parlament uchylił sporne przepisy. Ustawa nie przeszkodziła żadnej naukowej, oświatowej czy wydawniczej działalności związanej z Holokaustem - jeśli już, jej efektem ubocznym było ponowne zainteresowanie tematem - podkreśla.

Zdaniem polskiego wiceministra Echikson w swoim tekście ignoruje wspólną polsko-niemiecką historię, kulturę, gospodarkę i interesy geopolityczne obu krajów, a także wysoki stopień sympatii do Niemiec w Polsce.

Nie ma oznak pogorszenia relacji. Polska jest obecnie piątym co do wielkości partnerem handlowym Niemiec. Obecny rząd finansuje również naukę języka niemieckiego dla mniejszości niemieckiej w Polsce i stworzył przyjazną atmosferę dla niemieckich inwestorów. Z pewnością nie można tego postrzegać jako gestów antyniemieckich - pisze.

Wiceminister podkreśla, że utrzymanie wzajemnie korzystnych stosunków z Niemcami będzie nadal zajmować wysokie miejsce w programie rządu, ponieważ ma to fundamentalne znaczenie dla pokoju i dobrobytu Polski, Niemiec i całej Europy.

Te dobre relacje mogą się rozwijać tylko wtedy, gdy opierają się na otwartym dialogu. Dlatego nasz rząd zaczął mówić o naszych interesach, także w kwestiach o znaczeniu historycznym. Tylko ktoś, kto nie zdaje sobie sprawy z ogromu cierpienia Polaków lub jest całkowicie pozbawiony empatii, mógłby zarzucić polskiemu rządowi próby manipulowania historią dla konkretnych, natychmiastowych korzyści, jak to uczynił Echikson. To nie Polska - ofiara II wojny światowej - musi "przezwyciężyć swoją historię", aby nie zakłócać stosunków z Niemcami. Niemcy nadal muszą zastanawiać się i podejmować działania, aby przezwyciężyć ogromne brzemię historii, okrucieństwo i nienaprawione krzywdy II wojny światowej – podkreśla.

Wskazuje, że zło raz popełnione nie może zostać wymazane, jednak można podjąć próby jego naprawy, zarówno moralnie, jak i finansowo. „Tylko wtedy możemy mówić o autentycznym przebaczeniu i pojednaniu. Do tego czasu pojednanie pozostaje frazesem i nie staje się faktycznym zbliżeniem między dwoma narodami” - podsumowuje.

Jak powiedział PAP Szynkowski vel Sęk, artykuł Echiksona musiał doczekać się odpowiedzi ze strony Polski. - Miałem wrażenie, że wpisuje się on w cykl mydlanej opery, która ma na celu dyskredytowanie polskiego konserwatywnego rządu w oczach międzynarodowej opinii publicznej. Jak to w mydlanej operze bywa, ważne są emocje, a nie logika i fakty. Autor wykorzystał dwa pola emocjonalne. Po pierwsze zarzuty dotyczące rzekomego antysemityzmu w Polsce. Po drugie, kwestie relacji polsko-niemieckich. Ustawienie w ten sposób narracji artykułu, że Niemcy rozliczyły się z własną historia, a Polska, która była ofiarą wojny, nie potrafi tego zrobić, to postawienie sprawy na głowie – powiedział.