Grzegorz Kowalczyk: Czy w Polsce mamy nadal rząd większościowy?

Reklama

Jan Maria Jackowski (senator PiS): Pytanie jest bardzo zasadne, bo większość jest płynna i nie zawsze stabilna. Szczególnie, gdy pojawiają się kontrowersyjne projekty realizowane przez obóz rządzący. A właśnie z takimi mamy dziś do czynienia. Oprócz Funduszu Odbudowy, czy zmian dotyczących OFE, chodzi również o wiele innych kwestii - specjalnego funduszu dla osób dotkniętych negatywnymi skutkami szczepień, czy ciągły pat w kwestii zawetowanej przez prezydenta ustawy o działach administracji publicznej. Jeszcze wcześniej była piątka dla zwierząt, która również poróżniła koalicjantów.

Różnic jest sporo. To oznacza, że jest już rząd mniejszościowy?

W teorii nie. Ale pojawiają się takie obszary. Myślę, że podobnie będzie w przypadku ewentualnego powołania tzw. tymczasowego rzecznika praw obywatelskich. Nie sądzę, żeby projekt ten zyskał poparcie całej Zjednoczonej Prawicy.

Środowisko Ziobry ma 200 proc. racji

Z czego wynikają tak częste spory wewnątrz koalicji?

Przede wszystkim wiąże się to z odejściem od programu, z którym Prawo i Sprawiedliwość szło do wyborów w 2015 r. i 2019 r. Środowisko Zbigniewa Ziobry ma 200 proc. racji w tym, że poparcie dla europejskiego Funduszu Odbudowy fundamentalnie kłóci się z wcześniejszym stanowiskiem PiS. Wcześniej mówiono o konieczności budowy Unii opartej o suwerenne państwa w ramach tzw. Europy Ojczyzn. Tymczasem możliwość zaciągania wspólnych długów i konieczność solidarnego ich spłacania oraz możliwość nakładania podatków przez Brukselę to coś, co stoi w radykalnej sprzeczności z tymi założeniami. To kroki milowe w drodze do federalizacji UE. PiS zapowiadał też, że będzie renegocjował zobowiązania klimatyczne podjęte przez rząd Donalda Tuska. A okazało się, że zamiast renegocjacji mamy wywindowanie celów jeszcze bardziej niż w czasach rządów Platformy Obywatelskiej. Premier Mateusz Morawiecki zgodził się na podwyższenie celów klimatycznych do 55 proc. redukcji CO2 do 2030 r. To absolutne odejście od tego co mówiono wcześniej. Przyspieszenie dekarbonizacji Polski jest całkowicie niezgodne z tym co mówiono wcześniej górnikom. Stąd pojawia się krytyka ze strony części Zjednoczonej Prawicy.

Da się to zmienić? PiS działa w europejskich realiach politycznych w których nawet Węgry zaakceptowały już pomysły KE.

Zatem trzeba to uczciwie powiedzieć i wyjaśnić. Nie można udawać, że nic się nie stało i krok ku federalizacji jest realizacją programu wyborczego PiS. To po prostu nieprawda i kunktatorstwo oraz udawanie, ze wszystko jest jak miało być.

Czy zatem kryzys wewnątrz rządu będzie się pogłębiał?

Jeśli nie będzie woli zrozumienia drugiej strony to tak. Takie wypowiedzi jak marszałka Terleckiego o tym, że najchętniej to pozbyłby się koalicjantów nie łagodzą nastrojów. Myślę jednak, że finalnie będzie musiał zwyciężyć pragmatyzm polityczny. Przecież należy sobie zdawać sprawę, że przedterminowe wybory mogą oznaczać utratę władzy. Dla kolejnej władzy "depisyzacja" kraju byłaby na pewno jednym z priorytetów. Wyciągano by wszystkie sprawy niewygodne dla obozu władzy. Dlatego wrócono do rozmów. Zanosi się na spotkanie w formacie liderów trzech ugrupowań. PiS musi się cofnąć, usiąść do rozmów, bo pohukiwanie na koalicjantów okazało się nieskuteczne. To już sukces mniejszych ugrupowań.

Nie da się rządzić wymachując szabelką

Czyli ogon zaczął machać psem?

W elektryce jest stara zasada, która sprawdza się też w polityce. By wszystko działało należycie, obwód musi być zamknięty. To oznacza, że nawet jeśli brakuje 1 proc. to obwód się nie zamknie i nic nie będzie działać prawidłowo. W ten sposób nawet niezbyt liczebne siły polityczne odgrywają kluczowe role. Warto o tym pamiętać. Realna sytuacja jest taka, że PiS bez mniejszych ugrupowań nie będzie w stanie rządzić. A brak większości prędzej czy później będzie prowadzić do upadku rządu. Po wyborach w 2019 r. traktowanie mniejszych środowisk z pozycji siły nie zdaje egzaminu. Teraz wielu szeregowych posłów ZP jest po prostu sfrustrowanych. Czują że się ich nie rozumie i nie darzy szacunkiem. Trzeba to zmienić by pozostali w tym obozie. Dziś nie da się rządzić wymachując szabelką. Takie zachowanie można odebrać jako groteskowe. Niestety, realia są takie, że PiS musi dziś wszystko uzgadniać.

Reklama

Na ile prawdopodobne jest przeforsowanie kandydatury Bartłomieja Wróblewskiego na RPO?

Moim zdaniem to dobra kandydatura, ale wydaje się, że nie będzie dla niej większości. Głosowanie w Senacie, niestety, nie będzie miało charakteru merytorycznego, lecz polityczny. Można zatem się spodziewać, że Senat zagłosuje przeciw PiS i nie spojrzy na to, że dr Wróblewski ma odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie by sprawować ten urząd. Nawet senatorowie deklarujący wrażliwość konserwatywną sądzę, że nie wyłamią się z tego bloku. Ale nie oznacza to, że wynik jest przesądzony. Przewaga senacka jest wyjątkowo krucha, więc końcowy rezultat do końca pozostaje niewiadomą.

Co jeśli ta kandydatura przepadnie?

Wicepremier Gowin mówił o tym, że chciałby zaproponować kogoś kto uzyska poparcie w Sejmie i Senacie. Może PiS będzie rozmawiał też na temat wspólnego kandydata z partią, która ma aktywa w Senacie.

Możliwe jest powołanie tzw. komisarza?

Dla polskiego parlamentaryzmu lepiej, żeby do tego nie doszło. Rzecznik powinien być powołany w trybie przewidzianym przez Konstytucję i ustawę o RPO. Nie sądzę też, żeby taka propozycja zyskała większość w Sejmie. Chyba, że naprawdę tymczasowy rzecznik byłby urzędnikiem technicznym zajmującym wyłącznie administrowaniem budynków i wypłatą wynagrodzeń na czas do właściwego wyboru nowego rzecznika.