Zawieszenie sędziego miało związek właśnie z umorzeniem przez niego postępowania przeciw prok. Barbarze K., która na wstępnym etapie prowadziła śledztwo w sprawie Amber Gold i została później oskarżona podczas wyjaśniania afery wokół tej spółki.

Reklama

Nie pamiętam, a zaczynałem orzekać w latach 80., w okresie PRL, aby zdarzył się nawet wtedy przypadek, by za orzeczenie wydane przez sędziego zarządzono przerwę w czynnościach tego sędziego - mówił sędzia Wiesław Kozielewicz w uzasadnieniu orzeczenia uchylającego zawieszenie Rutkiewicza.

"Karygodne"

Kiedy przenoszę swoje doświadczenia na sytuację sędziego (Rutkiewicza), to stosowanie tej wyjątkowej instytucji (odsunięcia od orzekania - PAP), głęboko ingerującej w wykonywanie władzy sądowniczej, z powodu wydanego przez sędziego orzeczenia, wydaje się postąpieniem karygodnym - oświadczył Kozielewicz.

Reklama

Czwartkowe orzeczenie wydał trzyosobowy skład nowej izby SN: sędziowie Kozielewicz i wyłoniony już w postępowaniu przed zreformowaną KRS Krzysztof Wiak oraz ławnik Katarzyna Borkowska.

Sprawa elbląskiego sędziego przed Izbą Dyscyplinarną, a następnie Izbą Odpowiedzialności Zawodowej SN, miała swój początek, gdy w listopadzie zeszłego roku prezes Sądu Rejonowego w Elblągu zarządził natychmiastową przerwę w czynnościach służbowych Rutkiewicza. Miało to związek z umorzeniem dzień wcześniej postępowania wobec prok. K.

Reklama

Elbląski sąd umorzył postępowanie przeciwko K., która prowadziła i nadzorowała śledztwo dotyczące Amber Gold w latach 2009-2012. Akt oskarżenia zarzuca K. niedopełnienie obowiązków i przekroczenie uprawnień.

Uzasadniając decyzję o umorzeniu, sędzia Rutkiewicz mówił, że doszedł do przekonania, iż wobec K. brak jest wymaganego zezwolenia na ściganie za zarzucone jej przestępstwo, co jest konieczne w przypadku prokuratorów, których chroni immunitet. Wynikało to z faktu, że uchwała sądu dyscyplinarnego przy prokuratorze generalnym zezwalająca na pociągnięcie Barbary K. do odpowiedzialności karnej za zarzucane jej przestępstwo została utrzymana w mocy uchwałą Izby Dyscyplinarnej SN, którą utworzono, nie zapewniając jej niezależności i bezstronności - uzasadniał wtedy Rutkiewicz.

Zgodnie z Prawem o ustroju sądów powszechnych, "jeżeli sędziego zatrzymano z powodu schwytania na gorącym uczynku popełnienia przestępstwa umyślnego albo jeżeli ze względu na rodzaj czynu dokonanego przez sędziego powaga sądu lub istotne interesy służby wymagają natychmiastowego odsunięcia go od wykonywania obowiązków służbowych, prezes sądu albo minister sprawiedliwości mogą zarządzić natychmiastową przerwę w czynnościach służbowych sędziego aż do czasu wydania uchwały przez sąd dyscyplinarny, nie dłużej niż na miesiąc".

O takiej decyzji prezes musi niezwłocznie zawiadomić sąd dyscyplinarny. Sąd dyscyplinarny natomiast po takim zawiadomieniu niezwłocznie "wydaje uchwałę o zawieszeniu sędziego w czynnościach służbowych albo uchyla zarządzenie o przerwie w wykonywaniu tych czynności".

Zawieszenie sędziego Rutkiewicza

W połowie grudnia zeszłego roku Izba Dyscyplinarna SN po rozpatrzeniu tej sprawy z zawiadomienia prezesa elbląskiego sądu w I instancji zawiesiła sędziego Rutkiewicza w czynnościach służbowych, zdecydowała także o obniżeniu o 40 proc. jego uposażenia. Na tamtą decyzję Izby Dyscyplinarnej pełnomocnicy sędziego Rutkiewicza złożyli zażalenie.

Jak jednak oceniła w czwartek Izba Odpowiedzialność Zawodowej, decyzja Izby Dyscyplinarnej z grudnia ub.r. zawierała także błędy proceduralne. Wskazano np., że zapadła ona kilka dni po upływie miesięcznego terminu, jaki jest wymagany na rozpatrzenie decyzji prezesa sądu o odsunięciu sędziego od orzekania.

Sędzia Wiak mówił natomiast o zmianie stanu prawnego po 15 lipca br., kiedy w życie weszła nowelizacja ustawy o SN. Wówczas do regulacji o ustroju sądów wprowadzono zasadę, że "nie stanowi przewinienia dyscyplinarnego okoliczność, że orzeczenie sądowe wydane z udziałem danego sędziego obarczone jest błędem w zakresie wykładni i stosowania przepisów prawa krajowego lub prawa UE lub w zakresie ustalenia stanu faktycznego lub oceny dowodów".

To po tamtej zmianie przepisów powstała także Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN, a zlikwidowana została Izba Dyscyplinarna. Tej i innych zmian oczekiwała Komisja Europejska, m.in. od nich uzależniając akceptację KPO i wypłatę Polsce pieniędzy z Funduszu Odbudowy. Nie jest jednak pewne, czy nowe przepisy spełnią tzw. kamienie milowe w tej sprawie.

Po wejściu w życie noweli wyznaczono pięcioro sędziów, którzy tymczasowo orzekają w nowej izbie i przewodniczącego dwóch wydziałów tej izby. Jest nim - do czasu wyznaczenia przez prezydenta sędziów na stałą kadencję - sędzia Kozielewicz. Obowiązki prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej pełni zaś obecnie I prezes SN. Nowa Izba przejęła też niezakończone sprawy z Izby Dyscyplinarnej.

W pierwszej połowie sierpnia br. - zgodnie z zapisami znowelizowanych przepisów - Kolegium SN wylosowało 33 kandydatów do orzekania w nowej izbie. Kandydatury trafiły na biurko prezydenta Andrzeja Dudy, który ma wyznaczyć 11 sędziów do tej izby.

Tymczasem sama kwestia umorzenia postępowania wobec prok. K. nie jest prawomocna. Zażalenie na orzeczenie sędziego Rutkiewicza złożyła do Sądu Okręgowego w Elblągu prokuratura, zaś elbląski sąd zapytał o tę kwestię Izbę Karną SN.

"Sąd Najwyższy nie zajmuje się poradnictwem prawnym. Sąd Najwyższy nie jest zasłoną dymną pod kątem potwierdzania orzeczeń przez sądy odwoławcze" - uznał jednak w środę SN odpowiadając na pytanie SO w Elblągu. SN odmówił podjęcia uchwały w tej sprawie, ale wskazał, że to SO w Elblągu samodzielnie musi dokonać oceny, co dalej z immunitetem i umorzeniem sprawy prok. K.

Jak wiemy w formule uchwały trzech izb SN, która nas dalej wiąże, Izba Dyscyplinarna nie jest sądem. Ale sąd powszechny nie jest związany uchwałą trzech izb. Niech więc sobie rozstrzygnie, czy zaaprobuje argumenty uchwały, czy też uważa, iż Izba Dyscyplinarna była sądem - mówił w środę sędzia SN Jarosław Matras odnosząc się do pytania SO w Elblągu.

autor: Marcin Jabłoński