PO szykuje się do walki o wszystko – przygotowania do drugiej tury wyborów zaczęły się już kilka dni temu. Politycy Platformy mają bowiem świadomość, że Jarosław Kaczyński w pałacu prezydenckim może oznaczać początek powrotu PiS do władzy. Dlatego strategia PO na drugą turę jest prosta: wszyscy przeciwko Kaczyńskiemu. Sztab Komorowskiego chce teraz za wszelką cenę porozumieć się z rywalami z pierwszej tury i poprosić ich o przekazanie poparcia. Gdyby udało się zmobilizować elektorat Waldemara Pawlaka, Grzegorza Napieralskiego czy Andrzeja Olechowskiego – zwycięstwo mieliby w kieszeni. – W drugiej turze jedna piąta wyborców przestaje mieć swojego kandydata i ważne, by uczestniczyła w nich dalej – mówi dyplomatycznie rzecznik klubu PO Andrzej Halicki.
Paradoksalnie wzorem jest kampania Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2005 roku. Wówczas kandydat PiS wygrał, bo zjednał sobie wyborców innych ugrupowań. Teraz PO staje na głowie, żeby to kandydat PIS został osamotniony.
Już w zeszłym tygodniu sztab Komorowskiego nawiązał kontakt z zapleczem Grzegorza Napieralskiego, wcześniej starał się podebrać głosy lewicy ujawniając, że Włodzimierz Cimoszewicz sympatyzuje z Komorowskim. Ale poparcie innych to za mało, dlatego sam kandydat ma zintensyfikować swoją kampanię – choć już po pierwszej turze wydawał się być bardzo zmęczony i zaliczał wpadkę za wpadką.
Bitwa o frekwencję
Platforma będzie też ostro walczyć o frekwencję w drugiej turze. –Ona mówi o sile mandatu wybranej osoby. Jeśli wyborców będzie mało, to mandat będzie nadszarpnięty – tłumaczy Andrzej Halicki Jednak większym problemem jest obawa przed leniwymi wyborcami PO. W sondażach dotyczących drugiej tury Komorowski uzyskuje około 60-proc. poparcie, a Kaczyński 40-proc. Teoretycznie to bezpieczna przewaga i nawet przy frekwencji niewiele przekraczającej 40 proc. ich kandydat zwycięstwo ma w kieszeni. Jednak jeśli obecność wyborców przy urnach będzie jeszcze mniejsza, będą kłopoty. Zwłaszcza że jak wynika z wewnętrznych badań Platformy nad elektoratem, wyborcy Jarosława Kaczyńskiego są bardziej zdeterminowani, by na wybory iść. Ci z PO – niekoniecznie. Pamiętają zresztą słowa premiera Tuska, że prezydentura to nic ważnego, jakieś tam żyrandole. Jedną z ważniejszych logistycznych kwestii będzie więc dostarczenie urn wszędzie tam, gdzie potencjalni wyborcy PO pojadą na wakacje.
czytaj dalej >>>
Prezydent kontra premier
Premier z marszałkiem już porozumiewali się co do tego, jak będzie wyglądać ich współpraca jako dwóch równorzędnych partnerów w sytuacji, gdy marszałek wybory wygra.
– Komorowski jest lojalny, co jest często brane za słabość. I jeśli coś Tuskowi obiecał, to dotrzyma – mówi osoba z otoczenia marszałka. Na drugą połowę roku rząd szykuje pierwsze pakiety ustaw. – Zależy nam na dobrej współpracy prezydenta z rządem. To byłoby otwarcie zamkniętych do tej pory drzwi na reformy służby zdrowia i finansów publicznych – mówi Andrzej Halicki, rzecznik klubu PO.
W Platformie nikt nie obawia się powtórki sytuacji z pierwszej połowy tej dekady, gdy „szorstka przyjaźń” między Aleksandrem Kwaśniewskim a Leszkiem Millerem była jednym z czynników osłabiających lewicę. Przeciwnie: w strategii Platformy wprowadzenie swojego kandydata na Krakowskie Przedmieście ma ułatwić utrzymanie rządu po kolejnych wyborach.
Tyle tylko, że w Platformie scenariusz przyspieszonych wyborów prezydenckich nałożył się na wewnątrzpartyjne wybory. W następny weekend będzie krajowa konwencja, która ma zakończyć wewnątrzpartyjny cykl wyborczy. To tam Donald Tusk ma zostać ponownie wybrany na funkcję przewodniczącego. W sali Expo w Warszawie pojawi się 1300 polityków i działaczy Platformy.
– To świetna okazja, by potwierdzić nasze silne poparcie dla Bronisława Komorowskiego – mówi rzeczniczka sztabu Małgorzata Kidawa-Błońska. Jednak nawet gromkimi deklaracjami trudno będzie ukryć Platformie przed światem, że między dwoma turami wyborów toczy się w niej wewnętrzny pojedynek o władzę. Podczas konwencji może być zmieniony statut partii w kierunku wzmacniającym władzę przewodniczącego (czyli premiera Tuska), a ograniczającym rolę sekretarza generalnego (Grzegorza Schetyny).
Jeśli poleje się krew, a do prasy przedostaną się przecieki o rozgrywanych pojedynkach, bardzo to może osłabić kandydata Platformy.