Powołując się na osoby znające przebieg negocjacji z Iranem, autor, znawca Bliskiego Wschodu, pisze, że pertraktacje prowadzone przez wysłanników Trumpa miały charakter biznesowy. Zarówno Kushner, jak i Witkoff, to nie dyplomaci lecz inwestorzy, którzy raczej targowali się, niż prowadzili rokowania – podkreśla Igantius.
Produkt jak Rolls-Royce
Gdy Kushner spotkał się w kwietniu z głównym irańskim negocjatorem Mohammadem Bagherem Ghalibafem, który jest też przewodniczącym parlamentu Iranu, powiedział mu: "Jeśli chcecie uzyskać cenę jak za Rolls-Royce'a, musicie nam dać taki produkt jak Rolls-Royce" – zdradził autorowi amerykański urzędnik zaangażowany w negocjacje.
Setki miliardów dolarów w grze
Innymi słowy – wyjaśnia publicysta – Waszyngton zaoferował Teheranowi setki miliardów dolarów w zamian za odblokowanie Cieśniny Ormuz, wstrzymanie wzbogacania uranu na 20 lat i powstrzymanie się od eksportowania swojej islamskiej rewolucji.
Dokładniej rzecz ujmując, USA zaproponowały plan dokapitalizowania Iranu na sumę 300 mld dolarów poprzez prywatne inwestycje w modernizowanie kraju. Kushner powiedział na przykład, że irańska państwowa firma będąca producentem i dystrybutorem ropy i gazu może stać się większa niż saudyjski koncern Saudi Aramco, jeśli tylko Teheran zaprzestanie swej "rewolucyjnej" działalności – przekazał rozmówca Ignatiusa.
Najtwardsi spośród twardogłowych
"I tu powinien uruchomić się zdrowy sceptycyzm. Przywódcy Iranu to najtwardsi spośród twardogłowych. (...) Interesuje ich zemsta, a nie wykup wspomagany dźwignią finansową" – ostrzega publicysta.
Zapewne negocjacje przyniosły rezultaty dlatego, że mediatorem był Al Thawadi, minister ds. strategicznych w gabinecie powszechnie szanowanego premiera Kataru Mohammeda bin Abdulrahmana as-Saniego. To Thawadi wniósł do rozmów głębokie zrozumienie Bliskiego Wschodu, kultury Iranu, a nawet jego biurokratycznych procedur, które dało mediatorom pole manewru - relacjonuje autor.
Więcej pytań niż odpowiedzi
Ocenia jednak, że ogłoszone w niedzielę osiągnięcie porozumienia z Iranem, to nie koniec konfliktu, a raczej "krok pośredni" w staraniach o porozumienie końcowe, do którego może nie dojść. Trump jednak liczy na to, że będzie ono początkiem "zdumiewającej transformacji" Iranu w państwo nowoczesne. Na razie – kontynuuje – przestawione ramy umowy pozostawiają więcej pytań niż odpowiedzi.
Ignatius cytuje bliskiego doradcę Trumpa, który ocenia, że porozumienie jest "na razie nierozstrzygające, w tym sensie, że nie można go nazwać wielkim sukcesem, i nie można powiedzieć, że jest porażką".