Krwawa jatka - tak indyjska policja nazywa to, co wydarzyło się na północy kraju. I nie ma w tym żadnej przesady! Najpierw były słowne przepychanki, ale skłócone rodziny za chwilę sięgnęły po noże, pistolety i karabiny. Członkowie dwóch klanów nie mieli dla siebie litości. Wybijali się nawzajem zupełnie nie zważając na tragiczne żniwo tej awantury. A poszło o spłachetek gruntu...
Obie rodziny uważały, że mają prawo do tego kawałka ziemi. I żadna nie chciała ustąpić nawet o krok! W końcu oba rody chciały, żeby sąd rozstrzygnął, kto ma do niej prawo. Ale do rozprawy nie doszło. Dlatego klany postanowiły wyjaśnić sprawę na własną rękę. I skończyło się pobojowiskiem...
I pomyśleć, że podobny spór Kargulów i Pawlaków zakończył się małżeństwem, a nie krwawą bitwą...