Scotland Yard wciąż stara się ustalić, jak zginął były rosyjski szpieg, w którego organizmie lekarze znaleźli potężną dawkę radioaktywnego polonu. I nie waha się brać pod lupę nawet prezydenta Rosji. Bo jedna z wersji mówi, że zabójstwo Litwinienki zlecił właśnie Władimir Putin. Jednak brytyjscy policjanci do tej tezy podchodzą bardzo ostrożnie. Bo gdyby Putin rzeczywiście chciał pozbyć się wroga, to raczej nie decydowałby się na otrucie. Litwinienko umierał długo, na oczach całego świata, wszystkich mediów. Sprawa stała się bardzo głośna i pierwsze oskarżenia pod adresem rosyjskiego przywódcy padły, kiedy jeszcze były rosyjski szpieg żył.
Ale z drugiej strony, kiedy zestawi się kilka dat, wszystko robi się podejrzane. Bo Litwinienko prowadził prywatne śledztwo w sprawie śmierci swojej przyjaciółki, ostro atakującej Kreml Anny Politkowskiej. Redaktorka "Nowoj Gaziety" zginęła zastrzelona dokładnie w dzień urodzin Putina. A Litwinienko umarł tuż przed szczytem UE-Rosja...
Inna wersja mówi, że zabójstwo zlecili "przyjaciele Putina". Scotland Yard ma na myśli wszystkich ludzi prezydenta - tych, którzy boją się jego odejścia. Bo dla nich może to oznaczać nie tylko koniec kariery politycznej, ale i to, że po prostu znajdą się w niebezpieczeństwie. I dlatego sami mogli spróbować pozbyć się wrogów swojego szefa.
Brytyjczycy zastanawiają się także nad czymś zupełnie odwrotnym - zleceniem ze strony wrogów Putina. Tych, którzy jako pierwsi są gotowi krzyczeć: "To jest morderca!" Robić zamęt, medialny szum i przez to skompromitować rosyjskiego przywódcę. Tu na samym początku listy jest Borys Bierezowski. Rosyjski biznesmen, który kilka lat temu uciekł z Rosji, bo miał na pieńku z Putinem. Co ważne, sześć lat temu właśnie Litwinienko wyznał, że dostał od rosyjskich służb specjalnych zlecenie na Bierezowskiego.
Ostatnia wersja - samobójstwo - pojawiła się najpóźniej. Bo wcześniej nikt nie chciał wierzyć, że Litwinienko sam skazał się na potworne męczarnie, jakie przechodził tuż przed śmiercią. Ale potem brytyjskie media zaczęły się zastanawiać. "A może Litwinienko był członkiem jakieś grupy terrorystycznej? Może specjalnie tuż po otruciu wędrował po różnych miejscach, zostawiając ślady? Żeby potem na Putina zrzucić odpowiedzialność za próbę przeprowadzenia zamachu terrorystycznego?" - pisały gazety.
Ale na liście hipotez są też pomysły - delikatnie mówiąc - mocno naciągane. A wyciągają je przede wszystkim media w Rosji. Bo jest i pomysł, że Litwinienko zatruł się przypadkiem radioaktywną rybą. Bo przecież jadł obiad w barze sushi, a tam podaje się surowe ryby. I może ta, którą zjadł Litwinienko, wcześniej pływała w skażonych wodach. No cóż, pozostaje wierzyć w rozsądek brytyjskich policjantów i czekać na wyniki ich śledztwa.