Jak mówią strażacy, wszystko zaczęło się od uderzenia pioruna. Potem doszły upały i silny wiatr, które sprzyjały rozprzestrzenianiu się ognia. Ten zajmował kolejne drzewa i krzaki.
Zdjęcie potężnym smugom dymu, wijącym się nad południowo-wschodnią Australią, satelity zrobiły już kilka dni temu. Jednak sytuacja cały czas się pogarsza. Strażacy nie radzą sobie z ogniem, który bardzo szybko zajmuje kolejne części lasów i stepów. W jednym z miast na jego drodze trzeba było ewakuować szpital.
Lekarze apelują, żeby wszyscy ci, którzy mieszkają w pobliżu płonących lasów, a mają np. astmę, bez potrzeby nie wychodzili z domu. Gryzący i gęsty dym może być bowiem groźny dla zdrowia.
Władze Australii poprosiły o pomoc strażaków z Nowej Zelandii. A teraz dodatkowo do gaszenia płomieni wysłały żołnierzy.