Spotkania z japońskim premierem organizowane są na prowincji od pięciu lat. W założeniu miał to być czas, kiedy Japończycy mogą zadać premierowi każde pytanie, jakie tylko przyjdzie im do głowy. Ale niedawno wybuchła bomba. Okazało się, że zazwyczaj w tłumie są podstawieni ludzie, którzy zadają "odpowiednie" pytania.
I choć Shinzo Abe jest premierem zaledwie od kilku miesięcy, wziął na siebie odpowiedzialność za ten teatrzyk. I sam się ukarał. "Musimy udowodnić ludziom, że jesteśmy uczciwi" - tłumaczył i zapowiedział, że oczywiście wszyscy, którzy do tej pory przygotowywali pytania, będą ukarani.
Abe zaczął jednak od siebie. Na początek obciął swoją pensję o jedną trzecią, a ministrom zabrał po 10 procent. Gdyby nie to, premier w ciągu roku zarobiłby ponad milion złotych. A tak będzie to o prawie 350 tysięcy złotych mniej.