Wygrali wybory - bo zagłosowało na nich 28 proc. wyborców. Ale może się tak zdarzyć, że Nacjonalistyczna Serbska Partia Radykalna (SRS) nie zdobędzie władzy. Bo jej przeciwnicy polityczni najprawdopodobniej się zjednoczą i utworzą koalicję. Już słychać o rozmowach między Partią Demokratyczną prezydenta Borisa Tadicia a Demokratyczną Partią Serbii ustępującego prezydenta Vojislava Kosztunicy. Jednak i tak nacjonaliści będą się w Serbii bardzo liczyć.
Kandydat tej partii na premiera, Tomislav Nikolić, wyraził żal, że SRS nie zdołała zdobyć absolutnej większości ponad 50 proc. głosów. "To psuje naszą radość i zakłóca nasze świętowanie dzisiejszej nocy. Wiemy bowiem, że Serbię czekają ciężkie czasy" - powiedział.
Prawdziwym przywódcą serbskich nacjonalistów jest Vojislav Szeszelj, ale nie może on przewodzić swojej partii. Bo siedzi w areszcie międzynarodowego trybunału w Hadze, który sądzi zbrodniarzy wojennych za przestępstwa podczas wojny w krajach byłej Jugosławii.