To jest prawdziwa walka z czasem. Bo statek MSC Napoli ma mocno uszkodzone obie burty. Nie wytrzymały naporu fal podczas ostatnich sztormów. Teraz statek jest na mieliźnie. Usiadł na niej celowo, bo nie mógł dalej płynąć. Liczy się każda minuta, bo statek może się przełamać. A przewozi w kontenerach m.in. trujące substancje. Niestety, część z nich już się wydostała na pełne morze, a niektóre zostały wyrzucone na plaży Brancombe.
To jeszcze nie wszystko. W ładowni statku jest 3,5 tys. ton ropy silnikowej, 200 ton już wyciekło i grozi skażeniem okolicznych plaż. Akcja ratunkowa trwa mimo ciemnej nocy, a ekipy biorące w niej udział mają nadzieję, że kiedy nastanie dzień, uda im się przepompować groźną ropę. Ale teraz najważniejsze jest zabezpieczenie kontenerów tak, żeby ustabilizować statek. A nie jest to łatwe, bo morze wciąż jest bardzo niespokojne.
Całe szczęście, że już nic nie grozi załodze, która została ewakuowana helikopterem już w czwartek.