Dziennik Gazeta Prawana logo

Najmniejsze państwo świata na sprzedaż

12 października 2007, 15:13
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Sealand, najmniejsze państwo świata leżące zaledwie kilkanaście kilometrów od wschodnich wybrzeży Anglii, zostało wystawione na sprzedaż. Wyspę, a właściwie platformę wojskową o powierzchni 550 mkw., sprzedaje jej właściciel - książę Michael, który udzielił DZIENNIKOWI wywiadu.
Rafał Woś: Jak się do pana zwracać? Wasza Wysokość? Wasza Książęca Mość?
Michael Bates: Mój oficjalny tytuł to książę regent. Od 1999 zastępuję mojego ojca księcia Roya jako udzielny władca Sealandu. Ale najlepiej proszę mówić "Michael".

Zatem Michael, dlaczego chcesz się pozbyć swojego księstwa?
Sealand to był projekt życia mojego ojca. To on w 1967 roku zajął opuszczoną platformę z czasów drugiej wojny światowej i ogłosił się niezawisłym księciem tego terytorium. Poświęcił temu marzeniu całe życie. To on stworzył hymn, walutę i konstytucję. Dziś mój ojciec ma 85 lat i poważnie choruje. A ja jestem biznesmenem i niestety mam inne sprawy na głowie. Powiedzmy sobie szczerze: z Sealandem niewiele można zrobić bez poważnych inwestycji. Dlatego księstwo jest na sprzedaż.

Ile kosztuje?
Agencja nieruchomości, która się tym zajmuje, żąda 750 milionów euro. Wątpię jednak, czy ktoś zechce wyspę kupić. Chyba że znajdzie się jakiś amator na tytuł książęcy.

Jak wygląda życie na wyspie?
Obecnie przebywa tam od 20 do 50 osób. W samej administracji zatrudniamy 12 pracowników. Ja sam spędziłem większość mojego dzieciństwa na wyspie; przenieśliśmy się tam, gdy miałem 14 lat. Widziałem, jak ojciec budował swoje królestwo; to było imponujące przedsięwzięcie. Czasem było nawet niebezpiecznie. W 1978 omal nie straciłem życia, kiedy ówczesny premier Sealandu próbował przejąć władzę. Przywiózł ze sobą kilku Holendrów, którzy mieli być inwestorami, a wzięli mnie za zakładnika. Przez trzy dni nie dostawałem żadnego jedzenia. Potem odbił mnie ojciec, wziął do niewoli napastników i wypuścił dopiero po kilku dniach.

Z czego właściwie żyliście?
Sprzedawaliśmy znaczki, monety. Przez pewien czas na wyspie ulokowane były internetowe serwery, chcieliśmy stworzyć raj podatkowy. Nie powiedziałbym, że to dochodowy interes. Już raczej kosztowne hobby.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj