"Jestem ofiarą kampanii oszczerstw" - oświadczył Ługowoj w wywiadzie dla telewizji Sky News. Ale czy można mu wierzyć? Ługowoj to były agent rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa, a teraz biznesmen.
Według przecieków ze śledztwa, spotkał się on z Litwinienką w londyńskim hotelu "Millenium". W tej rozmowie uczestniczył też inny były rosyjski agent - Dmitrij Kowtun. Niemal zaraz po tym spotkaniu Litwinienko poczuł się źle i trafił do szpitala. Tam po trzech tygodniach walki o życie zmarł zakażony radioaktywnym polonem. Stąd podejrzenia, że to właśnie Ługowoj i Kowtun podali polon Litwinience. A Ługowoj - owszem - przyznaje, że spotykał się z Litwinienką, ale przysięga, że nie maczał palców w jego morderstwie.
Brytyjskie media piszą, że Scotland Yard jest bardzo bliski wydania nakazu aresztowania Ługowoja. Wątpią jednak, by kiedykolwiek udało się postawić przed sądem zabójców Litwienienki. Bo Rosja przecież nie wyda swoich obywateli. A o osądzeniu zleceniodawców w ogóle nie ma mowy, bo tropy wiodą aż na Kreml.