To może jeszcze nie zimna wojna, ale słowa Putina przypomniały okres podziału świata na część wschodnią i zachodnią. Rosyjski prezydent zarzucał w Monachium Stanom Zjednoczonym, że za wszelką cenę i wszędzie forsują swoje interesy i swoją wizję świata. Tak ostro Ameryki dawno nie atakował nawet prezydent Wenezueli Hugo Chavez - zaprzysięgły wróg USA.
Można się było spodziewać, że Waszyngton nie przemilczy tego. "Jesteśmy zdumieni i zawiedzeni uwagami prezydenta Putina. Jego oskarżenia są niesłuszne" - powiedział rzecznik prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Gordon Johndroe. Jednak Amerykanie robią dobrą minę do złej gry, bo Johndroe dodaje: "Spodziewamy się kontynuacji współpracy z Rosją w dziedzinach ważnych dla społeczności międzynarodowej, takich jak walka z terroryzmem i redukcja zagrożeń bronią masowego rażenia".
Putina krytykują za jego wystąpienie również inni. "Nie będę ukrywał, że jestem rozczarowany" - powiedział sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer. Zaznaczył, że widzi sprzeczność między współpracą z Rosją w ramach umowy o partnerstwie z NATO a wypowiedzią Putina. Partnerstwo jest przecież korzystne dla obu stron, zarówno dla NATO, jak i dla Rosji - podkreślił sekretarz generalny sojuszu.
Z kolei Paweł Zalewski - szef sejmowej komisji spraw zagranicznych, który jest na konferencji w Monachium - mówi, że jest "bardzo silnie"
zdziwiony wypowiedzią Putina. Według niego, przemówienie rosyjskiego prezydenta zawierało wiele wątków świadczących o jego rozczarowaniu całym procesem, który nastąpił po upadku
ZSRR.
Zalewski dodaje: "Putin sprawiał wrażenie, jakby jego kraj znajdował się w okrążeniu, ponieważ do jego granic zbliżyły się demokratyczne i praworządne kraje".
W Monachium spotkało się ponad 350 premierów, prezydentów i innych polityków. Jednym z tematów jest amerykańska tarcza antyrakietowa. Polityczny szczyt wykorzystali do protestów antyglobaliści.