Dziś rozpoczyna się piąty rok międzynarodowej interwencji w Iraku. Gdy wybuchła wojna, Ameryka mówiła o walce z niebezpiecznym dyktatorem, parę miesięcy później wciąż celebrowała zwycięstwo - dziś myśli jedynie, jak wyrwać się z irackiego piekła - pisze DZIENNIK.
Wojna z Saddamem Husajnem rozpoczęta 20 marca 2003 tak naprawdę trwa do dziś. Zmienili się tylko przeciwnicy i okoliczności. Konflikt pogrzebał irackiego dyktatora,
ale wraz z nim również kilkaset tysięcy Irakijczyków. "Po błyskotliwej operacji militarnej nastąpiła seria katastrof, która trwa do dziś" - mówi DZIENNIKOWI David Hartwell
z Jane's Defence.
Dopiero co Stany Zjednoczone rozpoczęły wysyłanie dodatkowych tysięcy żołnierzy i dopiero co - dom po domu - ich marines przetrząsali najbardziej niespokojne dzielnice Bagdadu. Twierdzą, że codzienna porcja zabitych przez grasujące szwadrony śmierci i zamordowanych w terrorystycznych megazamachach (rekord to 215 trupów w jednym miejscu), spadła o 80 proc. - dane, które jednak podważa wiele sondaży.
Irak, który w marcu 2003 r. projektował George Bush, miał wyglądać zupełnie inaczej. "Amerykanie zaufali w swoich prognozach małym partyjkom emigracyjnym, które nie miały żadnego wpływu na sytuację w Iraku" - twierdzi Joost Hilterman z International Crisis Group.
Tymczasem Ameryka A.D. 2003 marzyła po prostu o odsunięciu dyktatora. I wbrew faktom wierzyła, że świeckie i modernistyczne społeczeństwo wyzwolone spod Saddama stworzy modelową demokrację bliskowschodnią. Przesłanka równie fałszywa jak twierdzenia, że Saddam ma broń masowej zagłady i że jest sojusznikiem Al-Kaidy.
Dopiero co Stany Zjednoczone rozpoczęły wysyłanie dodatkowych tysięcy żołnierzy i dopiero co - dom po domu - ich marines przetrząsali najbardziej niespokojne dzielnice Bagdadu. Twierdzą, że codzienna porcja zabitych przez grasujące szwadrony śmierci i zamordowanych w terrorystycznych megazamachach (rekord to 215 trupów w jednym miejscu), spadła o 80 proc. - dane, które jednak podważa wiele sondaży.
Irak, który w marcu 2003 r. projektował George Bush, miał wyglądać zupełnie inaczej. "Amerykanie zaufali w swoich prognozach małym partyjkom emigracyjnym, które nie miały żadnego wpływu na sytuację w Iraku" - twierdzi Joost Hilterman z International Crisis Group.
Tymczasem Ameryka A.D. 2003 marzyła po prostu o odsunięciu dyktatora. I wbrew faktom wierzyła, że świeckie i modernistyczne społeczeństwo wyzwolone spod Saddama stworzy modelową demokrację bliskowschodnią. Przesłanka równie fałszywa jak twierdzenia, że Saddam ma broń masowej zagłady i że jest sojusznikiem Al-Kaidy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|