Szef prezydenckiej kancelarii oświadczył, że nie ma innego terminu wyborów, nie ma nawet projektu takiego dekretu, co więcej - nie ma prawnych możliwości zmiany. Rozwiązując parlament, Juszczenko wyznaczył datę wyborów na 27 maja.
Wcześniej źródła zarówno w ukraińskiej koalicji rządzącej, jak i w opozycji podały, że Juszczenko zgodził się na przeniesienie wyborów podczas rozmów z przedstawicielami koalicji.
Dziś rząd odmówił sfinansowania przedterminowych wyborów, co minister sprawiedliwości uzasadnił złamaniem "procedury kontrasygnaty". Jego zdaniem, ministrowie nie otrzymali dekretu, więc nie mogli go podpisać.
A na Placu Niepodległości w Kijowie 20 tysięcy zwolenników premiera Janukowycza demonstruje przeciwko decyzji prezydenta o rozwiązaniu parlamentu. Kilkaset metrów dalej na Placu Europejskim 6 tysiecy zwolennicy prezydenta manifestuje przeciwko Radzie Najwyzszej. Uczestników obu wieców rozdzielają kordony milicji.
Kryzys polityczny na Ukrainie trwa już ponad tydzień. Wybuchł, kiedy prezydent Juszczenko ogłosił 2 kwietnia dekret o rozwiązaniu parlamentu i przedterminowych wyborach. Prezydent zarzuca koalicji, że przekupuje posłów, by zebrać większość i znieść urząd prezydenta. A to - jego zdaniem - zamach na demokrację.
Premier Janukowycz i koalicja rządowa odrzucają te oskarżenia i twierdzą, że prezydent naruszył prawo, rozwiązując parlament.
Sąd Konstytucyjny, który miał dziś rozpocząć badanie zgodności dekretu z konstytucją, przełożył posiedzenie o tydzień. Kilku sędziów ogłosiło bowiem, że nie może zająć się tą sprawą, bo wywierane są na nich naciski polityczne. Prezydent Juszczenko podjął więc decyzje o przydzieleniu członkom Trybunału ochrony osobistej.