W uzasadnieniu tej decyzji sąd w Uppsali stwierdził, że stawiane Stefanowi M. zarzuty w myśl szwedzkiego prawa już się przedawniły.

Reklama

M. od 1977 roku jest obywatelem Szwecji. Jest oskarżany o popełnienie zbrodni stalinowskich od marca 1951 do listopada 1953. Był sędzią w kilku procesach politycznych żołnierzy podziemia niepodległościowego, które zakończyły się wyrokami śmierci. Zdaniem historyków procesy były sfingowane, a wielu z oskarżonych nie miało prawa do obrońcy.

Jednak we wniosku skierowanym do szwedzkiego sądu znalazły się jedynie zarzuty, jakie formalnie IPN postawił M. w 2007 r. Chodzi o niedopełnianie obowiązków przy przedłużaniu aresztu wobec więźniów UB i tym samym o bezprawne pozbawianie ich wolności - za co grozi do 10 lat więzienia. IPN - który kwalifikuje to jako nieprzedawniającą się zbrodnię przeciw ludzkości - wniósł o jego aresztowanie, bo nie stawiał się na wezwania, a jest obywatelem polskim. W lutym br. WSO wydał jego nakaz aresztowania, co otworzyło drogę do wydania ENA.

Wcześniej prowadzący śledztwo prok. IPN Marek Klimczak mówił, że "Szwecja nie ma analogicznych przepisów związanych z rozliczeniem komunizmu i zapewne zakres pojęcia zbrodni przeciwko ludzkości w prawie szwedzkim jest trochę inny niż w naszym" - dodał (warunkiem wydania kogoś przez jakieś państwo innemu państwu jest karalność danego czynu w obu państwach - PAP).

Jednak, jak podaje portal niezalezna.pl, sąd w Uppsali uznał, że według szwedzkiego prawa zarzuty te już się przedawniły.