O nadesłaniu takiego pisma poinformował w poniedziałek PAP sędzia Rafał Korkus, rzecznik Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie. W październiku - na wniosek pionu śledczego IPN - WSO wysłał do Sztokholmu tzw. Europejski Nakaz Aresztowania wobec M.

Reklama

"Pismo ze Szwecji ma charakter formalny i nie odnosi się do sprawy merytorycznie" - dodał Korkus. To szwedzki sąd zdecyduje, czy wydać M. Polsce; szwedzki prokurator będzie przed nim reprezentował stronę polską.

ENA to decyzja sądu państwa UE, wydawana w celu przekazania przez inne państwo Unii osoby dla przeprowadzenia procesu lub wykonania kary więzienia. ENA ma służyć przyspieszeniu obrotu prawnego w sprawach karnych i jest "uproszczoną ekstradycją".

M. jest od 2007 r. podejrzany przez IPN o niedopełnianie obowiązków przy przedłużaniu aresztu wobec więźniów UB i tym samym o bezprawne pozbawianie ich wolności - za co grozi do 10 lat więzienia. IPN - który kwalifikuje to jako nieprzedawniającą się zbrodnię przeciw ludzkości - wniósł o jego aresztowanie, bo nie stawiał się na wezwania, a jest obywatelem polskim. W lutym br. WSO wydał jego nakaz aresztowania, co otworzyło drogę do wydania ENA.

Wcześniej prowadzący śledztwo prok. IPN Marek Klimczak mówił, że "Szwecja nie ma analogicznych przepisów związanych z rozliczeniem komunizmu i zapewne zakres pojęcia zbrodni przeciwko ludzkości w prawie szwedzkim jest trochę inny niż w naszym" - dodał (warunkiem wydania kogoś przez jakieś państwo innemu państwu jest karalność danego czynu w obu państwach - PAP).

Sprawa kpt. rez. Stefana M. - stalinowskiego sędziego wojskowego, który uczestniczył w wydawaniu wyroków śmierci w procesach politycznych - stała się głośna w 1999 r. Kierowana wówczas przez Mariusza Kamińskiego Liga Republikańska wystąpiła do Hanny Suchockiej, ówczesnego ministra sprawiedliwości, o wszczęcie śledztwa wobec mieszkającego w Uppsali M. IPN pod prezesurą Leona Kieresa uznał, że nie ma szans na ekstradycję, bo według szwedzkiego prawa obywatel szwedzki nie może być wydany innemu krajowi. Istnieje wyjątek od tej reguły - gdy o ekstradycję wnosi inny kraj skandynawski.



Reklama

M. orzekał m.in. w sfabrykowanych przez władze sprawach przedwojennych oficerów WP, będących odpryskami wielkiego procesu o rzekomy spisek w wojsku, tzw. sprawy Tatara z początku lat 50. Skład sędziowski z udziałem M. skazał na karę śmierci (którą wykonano) mjr. Zefiryna Machallę oraz mjr. NSZ Karola Sęka. Zasiadał też w składach sądów, które skazały na śmierć (kary nie wykonano) m.in. płk. Maksymiliana Chojeckiego i płk. Bronisława Maszlankę. Po 1956 r. wszystkich zrehabilitowano.

Pytany, czy wobec M. są możliwe zarzuty także o udział w "mordach sądowych", prok. Kliczmak mówił, że "brak jest dostatecznych danych, uzasadniających podejrzenie popełnienia przez niego takiego przestępstwa". Przyznał zarazem, że IPN wie, iż M. brał udział w wydawaniu wyroków śmierci.

"Czułem zadowolenie, wydając wyroki na wrogów" - mówił w 1999 r. Stefan M. w wywiadzie dla szwedzkiego dziennika "Dagens Nyheter". "Wierzyłem, że służę swojemu krajowi. Dzisiaj widzę, że zostałem oszukany" - dodał. Twierdził, że nie wiedział, iż dowody w sprawie Machalli były sfałszowane.

Stefan M. osiedlił się w Szwecji po wyjeździe z Polski w 1968 r. w wyniku antysemickiej nagonki komunistycznych władz. Uważa on, że zainteresowanie nim w Polsce jest spowodowane chęcią przyniesienia szkody jego przyrodniemu bratu - naczelnemu "Gazety Wyborczej" Adamowi Michnikowi. Prok. Klimczak zaprzeczał, by miało to jakiś związek.