Wracają blokowane od wielu miesięcy przez Angelę Merkel pomysły na zdynamizowanie wzrostu w Unii poprzez nowe długi. W środę część z nich powinna zostać zatwierdzona przez spotykających się w Brukseli przywódców „27”. Ale za cenę spowolnienia tempa uzdrawiania finansów publicznych, a nawet zwiększenia wydatków budżetowych.

Reklama

Wczoraj niemiecki minister finansów Wolfgang Schauble przed spotkaniem w Berlinie ze swoim francuskim odpowiednikiem Pierre’em Moscovicim powiedział, że „jest gotowy rozmawiać o każdej inicjatywie dotyczącej wzrostu”. Wykluczył jednak możliwość zwiększenia długu państwa. Problem w tym, że Niemcy są ostatnim krajem Unii, który sprzeciwia się zaciąganiu nowych długów.

Według informacji „Financial Times” najbardziej zaawansowane są rozmowy w sprawie zmiany statusu Europejskiego Mechanizmu Stabilności Finansowej (EFSF), aby mógł on pożyczać pieniądze bezpośrednio bankom. Na razie wart 500 mld euro EFSF (w połączeniu ze środkami MFW dysponuje kwotą 750 mld euro) może udzielać jedynie kredytów państwom, co jednak powoduje wzrost ich zadłużenia.

W nowym układzie fundusze byłyby wydane o wiele szybciej. To konieczne, aby uspokoić rynki co do stabilności hiszpańskich banków dotkniętych zapaścią na rynku nieruchomości – komentuje w rozmowie z DGP brukselski analityk Marco Incerti. Według ostrożnych szacunków wartość złych długów w Hiszpanii dochodzi do 100 mld euro.

Francuski prezydent Francois Hollande zapowiedział także, że w Brukseli wyłoży na stół kolejny stary pomysł: euroobligacje. Tu przełamanie oporu Niemiec będzie o wiele trudniejsze. Możliwe jest jednak pośrednie rozwiązanie forsowane przez Komisję Europejską: obligacji inwestycyjnych (project bonds). Miałby to być dług gwarantowany przez wszystkie kraje unii walutowej dla realizacji projektów inwestycyjnych potrzebnych w skali Europy. Uzupełnieniem takiego rozwiązania powinna być decyzja o zwiększeniu (zapewne o 10 mld euro) kapitału Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI).

Niemcy mogą także ustąpić w innym ważnym punkcie – w wydłużeniu ścieżki uzdrowienia finansów publicznych Hiszpanii. Wczoraj władze w Madrycie podały, że mimo rygorystycznej polityki zaciskania pasa w 2011 roku udało się tylko nieznacznie (z 9,3 do 8,9 proc. PKB) ograniczyć deficyt budżetowy kraju. Powodem jest słabnące tempo wzrostu gospodarczego, które oznacza spadek dochodów podatkowych. Teoretycznie Hiszpania powinna już w przyszłym roku zmniejszyć dziurę w finansach publicznych do 3 proc. PKB, jeśli chce uniknąć kar przewidzianych w pakcie fiskalnym. Ale taki scenariusz wydaje się bardzo mało realny.

Zmiany mogą także dotyczyć Europejskiego Banku Centralnego. Wczoraj w „FT” minister finansów Jacek Rostowski zaapelował o przyznanie EBC prawa do nieograniczonego zakupu włoskich i hiszpańskich obligacji na wypadek wyjścia Grecji ze strefy euro. To miałoby powstrzymać panikę na rynkach walutowych i oddalić ryzyko rozpadu unii walutowej. Ostateczne decyzje w sprawie metod wychodzenia Europy z kryzysu zapadną na następnym szczycie UE pod koniec czerwca.