Lazar oznajmił na konferencji prasowej w Budapeszcie, że Orban zwróci się w liście do Junckera o pokrycie 50 proc. kosztów, które dotychczas wyniosły ok. 800 mln euro.

Reklama

Szef kancelarii Orbana wyraził przekonanie, że jeśli chodzi o solidarność europejską, należy mówić także o kwestii ochrony granicy, a solidarność należy przejawiać także w praktyce. W związku z tym Unia Europejska powinna sfinansować część kosztów poniesionych przez stronę węgierską – ocenił.

Jak podkreślił, Węgry – wznosząc ogrodzenie na swojej granicy z Serbią i Chorwacją i strzegąc jej przy pomocy policjantów i żołnierzy – "ochraniają wszystkich obywateli Europy przed napływem nielegalnych imigrantów" i czas, by UE pomogła Węgrom tak, jak wcześniej Włochom, Grecji i Bułgarii.

- Nie można stosować podwójnych standardów – zaznaczył.

Zapowiedź zwrócenia się o pokrycie części kosztów następuje kilka dni przed spodziewanym werdyktem Trybunału Sprawiedliwości UE w związku z zaskarżeniem przez Węgry i Słowację decyzji ws. obowiązkowych kwot relokacji uchodźców.

W lipcu i wrześniu 2015 roku państwa członkowskie UE zgodziły się na przeniesienie 160 tys. uchodźców z Włoch i Grecji, aby odciążyć te kraje. Termin na zakończenie tych działań wyznaczono na wrzesień 2017 roku. Słowacja i Węgry zaskarżyły tę decyzję do Trybunału Sprawiedliwości UE, twierdząc, że jest ona niezgodna z prawem. Polskie władze poparły skargę.

Możliwe, że Trybunał oddali skargę, jako że opowiedział się za tym jego rzecznik generalny Yves Bot, który odrzucił większość argumentów proceduralnych przedstawionych przez Bratysławę i Budapeszt.

Reklama

Lazar powiedział, że nie chce komentować sprawy skargi przed orzeczeniem, ale powtórzył, że Węgry mają prawo decydować, kogo chcą wpuścić na swoje terytorium, a kogo nie.

W ramach programu relokacji Polska i Węgry nie przyjęły ani jednego uchodźcy. Słowacja i Czechy wstrzymały zaś realizację programu, uzasadniając to obawami związanymi z falą dżihadystycznych zamachów w UE w ostatnich latach.