Odnosząc się do niedawnego wywiadu ambasadora RP w Moskwie Włodzimierza Marciniaka dla niezależnej rosyjskiej "Nowej Gaziety", ambasador powiedział: "pretensje mojego polskiego kolegi do zachowania władz rosyjskich po katastrofie uważam za absolutnie bezpodstawne".

Reklama

Wypowiedź Andriejewa padła w wywiadzie opublikowanym przez rosyjską agencję TASS w środę, w dziewiątą rocznicę katastrofy smoleńskiej.

Ambasador Rosji powiedział, że śledztwo toczące się w Polsce w sprawie Smoleńska "nie przerywa prób znalezienia dowodów na to, że Rosja ma związek z katastrofą" i dodał: "takich dowodów, jak nie było, tak nie ma".

Przyczyny i okoliczności katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku ambasador Rosji określił jako "od dawna dobrze znane". - Są one przedstawione w raportach naszego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) i polskiej komisji Millera z 2011 roku. Do tragicznych skutków doprowadziły przede wszystkim złe warunki pogodowe i błędy załogi samolotu - powiedział Andriejew.

Dyplomata ocenił, że "nikt z rzeczywiście poważnych specjalistów nie podaje w wątpliwość wniosków raportów MAK i komisji Millera". Dodał następnie: "jednak w tej sytuacji rosyjski Komitet Śledczy zmuszony jest dalej orientować się w zapytaniach i wersjach, które wysuwa strona polska. Zgodnie z tym, rosyjskie dochodzenie nie może być zakończone i wrak samolotu jako dowód rzeczowy w tej sprawie, zgodnie z rosyjskim ustawodawstwem, powinien pozostawać do dyspozycji naszego śledztwa".

Dyplomata odrzuca zarzut, iż strona rosyjska nie wykazuje chęci zmiany obecnej sytuacji. - To polskie władze wiosną 2014 roku poinformowały nas, że w związku z wydarzeniami na Ukrainie przerywają kontakty polityczne z Rosją - powiedział. Zarzucił stronie polskiej, iż wówczas "energicznie poparła i nadal popiera sankcje zachodnie wobec Rosji".

Ocenił także: "od pięciu lat słyszymy od polskich osób oficjalnych niemal wyłącznie pretensje pod adresem Rosji" i wyraził opinię, że w głównych mediach w Polsce "prowadzona jest zaciekła kampania antyrosyjska". Jego zdaniem "władze polskie rozwinęły szeroką i jawnie upolitycznioną kampanię przeciwko współpracy energetycznej między Rosją i UE, przede wszystkim przeciwko projektowi Nord Stream 2".

Reklama

Ambasador Rosji zarzucił także władzom polskim, że "zainicjowały wojnę z pomnikami radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli". Jako "wojnę z pomnikami" władze rosyjskie określają demontowanie w Polsce pomników Armii Czerwonej na podstawie ustawy o dekomunizacji.

- Według polskiej oficjalnej polityki historycznej żołnierze Armii Czerwonej nie wyzwalali Polski, a ją okupowali. Chociaż gdyby nie zwycięstwo Związku Radzieckiego nad Niemcami hitlerowskimi, za które tylko na terytorium Polski oddało życie 600 tys. żołnierzy i oficerów radzieckich, to nie byłoby dzisiaj na mapie takiego kraju - zapewnił ambasador Rosji.

Jak oświadczył, "takie stanowiska partnerów polskich" nie sprzyjają wzajemnemu zrozumieniu, a strona rosyjska nie widzi "gotowości z ich strony do normalizacji stosunków dwustronnych". Odnosząc się do idei wznowienia pracy dwustronnej Grupy do Spraw Trudnych, zajmującej się problemami wspólnej historii, Andriejew powiedział, że "zgodnie z decyzją strony polskiej nie ma obecnie dialogu politycznego, dlatego nie ma sensu uruchamiać na nowo Grupy do Spraw Trudnych". Oświadczył następnie: "w sytuacji, gdy w Polsce demontowane są pomniki żołnierzy radzieckich i nazywa się ich okupantami, nie widzimy sensu poszukiwania kompromisu z taką polską polityką historyczną".

W wywiadzie przedstawiciel Rosji wyraził także opinię, że wzmacnianie obecności wojskowej NATO bądź USA na terytorium Polski "nie wzmocni bynajmniej" jej bezpieczeństwa.

Ambasador powiedział również, że Rosja jest zainteresowana "normalnymi stosunkami dobrosąsiedzkimi", jednak "nie bardziej, niż strona polska". Oświadczył: "należy przestać przedstawiać nam nieuzasadnione pretensje i żądania, nie dopuszczać do niewłaściwych wypowiedzi i działań, w spokojnej atmosferze wzajemnego szacunku omawiać kwestie polityki zagranicznej i stosunków dwustronnych".