Dziennik Gazeta Prawana logo

Desperat wziął zakładników w biurze Hillary Clinton

30 listopada 2007, 21:04
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Uzbrojony mężczyzna wziął dwóch zakładników w biurze wyborczym ubiegającej się o prezydenturę USA senator Hillary Clinton. W tym czasie samej żony byłego prezydenta nie było w biurze - prowadziła spotkanie wyborcze w stanie Wirginia. Na szczęście policji udało się przekonać szaleńca. Po kilku godzinach poddał się.

"Młoda kobieta z sześcio- czy ośmiomiesięcznym niemowlęciem wpadła ze łzami do sklepu i powiedziała: <Musicie zadzwonić na policję. Jakiś człowiek wszedł właśnie do biura Clinton, rozpiął płaszcz i pokazał nam bombę, przyklejoną taśmą do jego piersi>" - relacjonowała przed kamerą lokalnej telewizji WMUR świadek wydarzenia, Lettie Tzizik.

Mężczyzna, który wziął zakładników w biurze Hillary Clinton w Rochester (stan New Hampshire),poddał się po sześciu godzinach konfrontacji z policją - poinformowały władze.

Wcześniej desperat, który domagał się rozmowy z senator Clinton, zwolnił wszystkich zakładników.

Stacje telewizyjne przekazały mężczyznę, który wyszedł z biura Clinton z podniesionymi rękoma i położył na ziemi paczkę, która może być bombą domowej roboty.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj