Dziennik Gazeta Prawana logo

"Byłam żoną terrorysty i mordercy"

Była żoną najbardziej poszukiwanego terrorysty
Była żoną najbardziej poszukiwanego terrorysty/Inne
Była żoną najbardziej poszukiwanego terrorysty świata XX wieku, Ilicza Ramireza vel Carlosa. Widziała, jak bezwzględnie zabija i pomagała mu w "pracy". O życiu z mordercą Magdalena Kopp opowiada specjalnie dla DZIENNIKA.

Czuje się pani terrorystką?

Nie (długie wahanie). Wszyscy mnie o to pytają, wskazują dowody winy, z którymi się nawet zgadzam, ale... ale właściwie nie. Terrorystką? Nie.

Tak, jestem odpowiedzialna za wiele z tego, co się stało, ale nie za wszystko. Nie wszystko było dla mnie wówczas jasne.

Oczywiście. Było wiele takich momentów, kiedy mogłam powiedzieć dość. Nie zrobiłam tego. To moja wielka wina. Nad konsekwencjami wielu moich ówczesnych posunięć wcale nie myślałam.

Nie myślała pani o tym, że łamie prawo, że żyje z człowiekiem, który jest odpowiedzialny za wiele bardzo złych rzeczy? Zbrodni? Że pomaga mu!

Zdanie „nie myślałam o tym wtedy” dość dobrze opisuje moje ówczesne nastawienie. W grupie takiej jak Carlosa panowała dyscyplina. Te kilka osób było jak oddział wojskowy. On wydawał rozkazy, ja je wykonywałam. On mówił: musisz jechać gdzieś i ukraść francuskie paszporty, a ja jechałam, choć nie miałam pojęcia, jak to zrobić. Mówił: trzeba przewieźć materiały wybuchowe, a ja wsiadałam w auto i jechałam. Wiem, to żadne wytłumaczenie, ale tak właśnie było.

To długa historia. W czasie studenckiej rebelii 1968 r. trafiłam do Frankfurtu do środowiska lewicowych aktywistów. Wszyscy wtedy byli bardzo rozpolitykowani i chcieli zmieniać świat. To środowisko dobrze znało się między sobą. Mieszkaliśmy na przykład w komunie z ludźmi, którzy mieli kontakty z Ulrike Meinhof, przywódczynią RAF. Wtedy jednak radykalizm i przemoc wydawały mi się czymś zupełnie absurdalnym i godnym potępienia. Chcieliśmy służyć sprawie inaczej.

Razem z przyjaciółmi założyliśmy drukarnię i podziemną organizację Czerwone Komórki (organizacja niemieckich lewaków odżegnująca się od akcji zbrojnych - przyp. RW). Mieliśmy kontakty z podobnymi organizacjami z innych krajów. Kiedyś pojechałam do Londynu i tam spotkałam pewnego grubawego, ale energicznego faceta. Był w moim wieku, czyli trochę przed trzydziestką, ale miał twarz podrostka. W porównaniu z mężczyznami z Niemiec nosił się dziwacznie, jak grzeczny studencik: sztywny kołnierzyk, równy przedziałek. Mimo to otaczało go coś w rodzaju kultu. Przedstawił się jako Johnny, ale naprawdę nazywał się Ilicz Sanchez Ramirez. "Carlos” był jednym z jego pseudonimów.

Jestem fotografką. Gdy się o tym dowiedział, prosił, żebym pokazała mu ciemnię. Natychmiast zorientowałam się, że nie interesuje go robienie zdjęć. Zaczął mnie obłapiać. Nie podobało mi się to. Miałam wówczas chłopaka, którego kochałam. Wróciłam do Frankfurtu. Krótko potem usłyszałam w radiu, że ten sam Johnny vel Carlos wziął w Wiedniu ministrów państw OPEC jako zakładników i zażądał okupu, samolotu i możliwości przekazania światu wiadomości o rządzącym światem amerykańsko-żydowskim spisku, którego pierwszą ofiarą jest naród palestyński. "Jakie to szczęście, że go spławiłam” - pomyślałam z ulgą i szybko zapomniałam o całej sprawie. Miałam wtedy inne zmartwienia. Mój chłopak, Johannes Weinrich, który był związany z lewicowymi radykałami, został właśnie zwolniony z więzienia.

Tak, Hannesa poznałam w Czerwonych Komórkach. Dla niego zawsze najważniejsza była rewolucja. Wkrótce wyjechał do Algierii. Gdy przyjechałam go odwiedzić, okazało się, że mieszka razem z Carlosem. Poprosili mnie, żebym się do nich przyłączyła. Odmawianie nigdy nie było moją mocną stroną.

To byli zupełnie różni mężczyźni. Weinrich był wpatrzony w Carlosa jak w obraz. Nie zrobiło mu nawet różnicy, gdy odeszłam od niego i zaczęłam dzielić łóżko z Carlosem. To Carlos był szefem.

Tak naprawdę Carlos miał władzę jedynie nad maleńką grupką zapaleńców. Był mistrzem autokreacji. Potrafił stworzyć wrażenie, że jest wszechpotężny. W jego świecie nie było innych reguł poza jego rozkazami. To był dziwny człowiek. Pozbawiony empatii. Zupełnie niezwracający uwagi na to, co myślą i czują inni. Egocentryk. Swoją bezwzględnością i gotowością na wszystko potrafił jednak bez trudu wymusić całkowite posłuszeństwo. Nikt nie pytał "po co” i "dlaczego”. Czasem przemykała mi myśl "co ja wyprawiam”. Szybko jednak znikała.

To było imponujące, jak potrafił roztoczyć wokół siebie wrażenie wszechmocy. Umiał odnaleźć się w każdej sytuacji. Kiedy trzeba kulturalny i szarmancki. Innym razem zimny i bezwzględny. Im był szerzej znany, tym bardziej rósł jego egocentryzm.

To nie tak. Gdybym chciała mieć pieniądze, zostałabym w Niemczech. Moje życie u boku Carlosa oznaczało ciągłe podróże po krajach komunistycznych: Algieria, Syria, Irak, Węgry, Rumunia. Wszędzie tolerowano nas przez jakiś czas, czasem dawano pieniądze. Carlos miał dolary. Wtedy w krajach bloku wschodniego każdy, kto miał dolary, mógł sobie pozwolić na najlepsze hotele i restauracje. Choć trzeba pamiętać, że poziom życia w nich był nieporównywalny z dzisiejszym. Ale prawda, było to dobre życie.

Carlos był przekonanym marksistą. Takie przynajmniej sprawiał wrażenie. Ale wie pan, wielkie idee to tylko teoria, którą trzeba wypełnić treścią. W konkretach zdawaliśmy się na niego. On planował i decydował, co jest dopuszczalne, a co nie.

Ach, znów ten zarzut antysemityzmu... Nie widzieliśmy tego wówczas w taki sposób. Z naszej perspektywy Palestyńczycy byli ofiarami. Zostali wypędzeni ze swej ojczyzny. To było niesprawiedliwe. Państwo Izrael uciskało ich. Nie postrzegaliśmy tego przez pryzmat Holocaustu. Oczywiście, nie odmawialiśmy Izraelczykom prawa do życia. Czy byliśmy faszystami, potomkami nazistów? Raczej naiwniakami, którzy dawali się wykorzystać.

Początkowo wierzyłam w jego miłość. Jak w każdym związku przymykałam oko na złe chwile. Szukałam jego drugiego oblicza. Wierzyłam. Robiłam, co mi mówił. Chciałam, żeby był zadowolony. Potem, gdy po jednej z akcji trafiłam do więzienia, zrozumiałam, że byłam dla niego tylko narzędziem.

Nie miałam z tym nic wspólnego. Znając przerośnięte ego Carlosa, jestem pewna, że bardziej niż nasze uwolnienie liczył się dla niego efekt propagandowy i rosnąca sława.

Zaraz po wyjściu pojechałam do domu mojej matki na przedmieściach Ulm. Miałam 37 lat. Wcześniej, decydując się na wolne i podróżnicze życie, dobrowolnie zrzekłam się prawa do opieki nad córką. Nie wiedziałam, co robić dalej. Po kilku dniach spędzonych u matki w środku nocy zadzwonił telefon. To był Carlos. "How are you?" - zapytał tym swoim niecierpiącym sprzeciwu głosem. I już wiedziałam, że muszę do niego wrócić, bo w jego świecie nie ma miejsca na dezercję. Spakowałam się i pojechałam do Syrii. Na lotnisku przywitał mnie chłodno. Wyrwał mi z ręki paszport, dał fałszywy jemeński. Znów miałam pomagać w realizacji jego planów. To było jak zły sen. Znów jednak zostałam.

Żadna miłość. No, może trochę. Najlepszy czas jest wtedy, kiedy można dokądś pójść, nic nie myśleć. Niczego się nie bać. Po prostu żyć. Tego, poza nielicznymi momentami, nie mieliśmy nigdy.

Po upadku Związku Radzieckiego zniknął największy patron Carlosa. Kolejne kraje coraz mniej chętnie przyjmowały marksistowskich rewolucjonistów. A francuskie i amerykańskie specsłużby zaczęły wam deptać po piętach. Wtedy wasze drogi się rozeszły. Dlaczego?

Razem z córką wyjechałam do rodziców Carlosa do Wenezueli, on nadal podróżował z kraju do kraju.

Nigdy nie był wierny. Po moim wyjeździe szybko znalazł sobie młodą Palestynkę, która umilała mu żywot. Uważam jego zachowanie wobec kobiet za bezwstydne i bezczelne. Bez respektu. Carlos to osoba pozbawiona wszelkich wartości, skrajny hedonista, który robi, co chce. Co gorsza, on wykorzystał wszystkie kobiety, jakie stanęły na jego drodze. Niedawno zaręczył się ze swoją adwokatką Isabelle Coutant-Perle. Myślę, że ją też wykorzystuje.

Sama jestem odpowiedzialna za moje życie. Sama się w to wpakowałam.

*Magdalena Kopp, 59 lat. Należała do środowiska aktywnych politycznie niemieckich lewaków, którzy w latach 70. zaangażowali się w partyzancką działalność na rzecz niepodległej Palestyny. W latach 1977 - 1994 związana z najbardziej poszukiwanym terrorystą świata Iliczem Ramirezem vel Carlosem. W 1986 r. urodziła mu córkę Rosę. Dziś mieszka w Niemczech

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Rafał Woś
Rafał Woś
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
Zobacz wszystkie artykuły tego autora"Byłam żoną terrorysty i mordercy" »
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj