Do tej pory "Wietrznym Miastem" Amerykanie nazywali Chicago. Ale po ostatnich dniach ta nazwa bardziej pasuje do San Francisco. Wyrwane drzewa, połamane parasole, ludzie ledwo trzymający się na nogach... Huragan, który przeszedł przez miasto, mieszkańcy zapamiętają na długo.
Dla niektórych te dni to jedno z najgorszych doświadczeń, jakie mogli przeżyć. Stracili dorobek życia. Drzewa, które dosłownie łamały się jak zapałki, niszczyły domy i samochody.
W piątkowy wieczór około 195 tysięcy mieszkańców miasta i okolic zostało pozbawionych prądu. Wszystko przez huraganowy wiatr, który chwilami wiał z prędkością 160 km/h.
Wichury na razie ustały. Ale mieszkańcy "miasta mgły" nie mogą na razie spać spokojnie. Meteorolodzy ostrzegają bowiem, że najgorsze dopiero nadejdzie. We wtorek i środę wichury mogą osiągać nawet 200 km/h.
Jednak huragan nie wszystkich przeraża. Niektórzy starają się wykorzystać go do... zabawy. Otaczające San Francisco zatoki zapełniły się pragnącymi wysokich fal surferami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane