Jak wskazał, w rosyjskich placówkach dyplomatycznych są trzy grupy osób – prawdziwi dyplomaci, udający ich szpiedzy ze służby bezpieczeństwa, dawniej KGB, obecnie FSB, oraz szpiedzy z wywiadu wojskowego GRU. powiedział Suworow.
Suworow przypomniał, że sam w latach 70. pełnił służbę w sowieckim przedstawicielstwie przy europejskiej siedzibie ONZ w Genewie – gdzie prowadzone były wówczas bardzo istotne negocjacje w sprawie rozbrojenia nuklearnego – i połowę dyplomatów stanowili funkcjonariusze KGB i GRU.
Dyplomaci w podwójnej roli
Jak wyjaśnia, wykorzystywanie dyplomatów w podwójnej roli ma w Rosji długą tradycję, bo zaczęło to być powszechnie stosowane od momentu powstania Związku Sowieckiego. mówi Suworow.
Wskazuje, że nieco zmniejszyło się to po rozpadzie Związku Sowieckiego, za prezydentury Borysa Jelcyna, bo z jednej strony sam jego upadek był dla wszystkich szokiem i nikt nie wiedział co będzie dalej, a z drugiej – nowi ludzie, którzy doszli do władzy chcieli, by Rosja stała się takim samym krajem jak wszystkie inne. Przypomniał, że ostatni szef KGB Wadim Bakatin powiedział nawet Amerykanom, że w ich nowo wybudowanej ambasadzie w Moskwie została zainstalowana aparatura podsłuchowa, przez co Amerykanie ją zburzyli, ale ten okres szpiegowskiej odwilży był krótki. "Wkrótce potem KGB przejęło władzę, a jego reprezentant Władimir Putin zasiadł na Kremlu, więc czego można się spodziewać po takim kraju?" – mówi Suworow.
Zaznacza on, że bardziej niebezpieczni od szpiegów, którzy pracują pod przykrywką działalności dyplomatycznej, ale mają wcześniej sowieckie, a obecnie rosyjskie paszporty, są ci nielegalni, głęboko zakamuflowani, którzy udają – nierzadko przez wiele lat – obywateli innych krajów. Przypomniał on postać Richarda Sorge, który przez kilkanaście lat – do śmierci w 1944 r. – pracował dla sowieckiego wywiadu udając niemieckiego dziennikarza.
Rosja słabą kopią Związku Sowieckiego
Suworow uważa, że zdecydowana reakcja, jaką niedawno zaprezentowały Czechy w reakcji na ujawnienie faktu, iż rosyjscy agenci byli zaangażowani w wybuch w składzie amunicji w 2014 r., jest właściwą drogą postępowania. – przekonuje Suworow.
Przypomina, że po II wojnie światowej Stalin zażądał od zachodnich państw, by przekazali obywateli Związku Sowieckiego, którzy walczyli na Zachodzie przeciwko komunizmowi i większość z nich to zrobiła. Wyjątkiem okazał się malutki Liechtenstein, którego władze odpowiedziały, że nie i Stalin przyjął to do wiadomości. Jak podkreśla Suworow, ten sposób myślenia i rozumienie jedynie twardej siły się na Kremlu nie zmienił.
Wiktor Suworow jest rosyjskim pisarzem, publicystą i autorem książek historycznych. W przeszłości służył w sowieckiej armii, a następnie w wywiadzie wojskowym GRU, ale w 1978 r. zbiegł do Wielkiej Brytanii, w której mieszka od tego czasu.