: Czerniawski bez wątpienia jest jedenym z najważniejszych agentów MI-5. Wyjątkowo wartościowy współpracownik. W czasie drugiej wojny światowej miał własną sieć agentów we Francji.
Nazwała się ona Reseau Interallie. Po wpadce Garby'ego w 1941 r. agenci Abwehry za współpracę z nazistami gwarantowali jemu i ludziom z jego siatki bezpieczeństwo. Garby-Czerniawski oczywiście przyjął propozycję Abwehry. Wyjechał pracować dla Niemców na terenie Wielkiej Brytanii. Tuż po przyjeździe do Zjednoczonego Królestwa... nawiązał kontakt z MI5. Od tego czasu był jednym z najcenniejszych podwójnych agentów II wojny światowej.
Każda ze stron mogła mówić o sukcesach we wzajemnej konfrontacji. Ze strony peerelowskiego wywiadu takim sukcesem było podszywanie się pod członków organizacji WiN. Dzięki agentom
odgrywającym rolę przeciwników systemu komunistycznego w Polsce skutecznie penetrowano Wyspy. Sytuacja odwróciła się w latach 50., gdy odbyło się prawdziwe polowanie MI5 na agentów Urzędu
Bezpieczeństwa w Wielkiej Brytanii. To był prawdziwy pogrom. Do 1958 r. udało się wykryć 31 szpiegów UB. Wielu z nich zostało „odwróconych” i zaczęło pracować dla
Londynu. MI5 uważała tę obławę za jeden ze swoich najważniejszych sukcesów w swojej historii. Opisywała w swoich dokumentach akcję przeciwko agenturze komunistycznej Polski jako
„operację, jakiej żadna ze służb kontrwywiadowczych nie mogłaby przeprowadzić lepiej”. W tym samym mniej więcej czasie zbiegł do USA i oddał się w ręce CIA Michał
Goleniewski, oficer wywiadu komunistycznej Polski. Dzięki informacjom, jakimi się podzielił z zachodnimi wywiadami – zdemaskowano m.in. sowieckiego – pierwotnie polskiego
– szpiega w naszym tajnym ośrodku wykrywania podwodnych obiektów, Hugh Houghtona.
Zdecydowanie najlepszy okres polskiego wywiadu w konfrontacji z MI5 to lata 50. Stało się tak dzięki skutecznemu zinfiltrowaniu WiN, o czym już wspomniałem. Była to organizacja, z którą
Brytyjczycy byli zobowiązani współpracować oraz wspierać ją informacjami i funduszami. To były złote lata polskiego wywiadu w Londynie. Końcówka tej dekady z kolei była prawdziwą klęską
polskiej agentury. Komunistyczni agenci Warszawy ponieśli wówczas bezprecedensową porażkę, jakiej nie poniósł potem żaden z wywiadów bloku wschodniego.
Po rozgromieniu polskiej siatki na wyspach, najgroźniejszym przeciwnikiem MI5 w Wielkiej Brytanii stali się Czesi. Co ciekawe, skorzystali oni m.in. z tego, że wielu ludzi na Zachodzie miało wyrzuty sumienia za układ z Monachium i oddania Czechosłowacji Hitlerowi. Dzięki temu Czesi szybko zyskiwali sympatię, tym bardziej, że z powodzeniem wchodzili w rolę tych zwesternizowanych członków bloku wschodniego.
Mówili: „my rozumiemy was znacznie lepiej niż Rosjanie”. W latach 50. i 60., zaczęli odnosić spektakularne sukcesy. Przykładowo, z trzech laburzystowskich posłów, jacy w trakcie zimnej wojny zdecydowali się na współpracę z komunistycznymi służbami wywiadowczymi, tylko jeden został zwerbowany przez KGB. Dwóch pozostałych zostało pozyskanych przez pozornie niewiele znaczący wywiad czeski. Polskiemu wywiadowi nigdy się to nie udało.
Rzeczywiście. Sowieckich agentów było w Londynie tak wielu, że MI 5 nie starczało sił, ani środków, by przeciwdziałać. Punkt szczytowy nastąpił w 1971 roku. Tylko w tym roku rząd w
Londynie – co nie przydarzyło się żadnemu innemu rządowi na Zachodzie – wyrzucił z Królestwa 105 pracowników sowieckiego wywiadu. KGB zostało wówczas na tyle osłabione,
że zwróciło się o pomoc do innych wywiadów z państw satelickich, w tym do Służby Bezpieczeństwa. Ale jednocześnie MI5 zwalczała też inne siatki agenturalne – w efekcie nie tylko
Rosjanie, ale też Polacy, Czesi, a nawet Kubańczycy, raptem musieli szukać zewnętrznego wsparcia.
Na bezprecedensową skalę. Proszę wziąć pod uwagę wydarzenia roku 1971 – 105 wyrzuconych agentów KGB i GRU to dwa, a może i trzy razy więcej niż w jakimkolwiek innym znanym mi
przypadku tego typu. Jeśli przyjąć zwyczajowo, że każdy z nich miał co najmniej kilku agentów lub przynajmniej osób kontaktowych na Wyspach, to śmiało możemy przyjąć, że w 1971 roku
rozbito siatkę liczącą sobie około pół tysiąca osób.
Rok 1971 był wyraźną cezurą. Wcześniej Wielka Brytania była bardzo łatwym celem dla Sowietów. Po 1971 r. była jednym z najtrudniejszych.
To byłoby zbyt oczywiste. KGB unikało rekrutowania ludzi, którzy otwarcie deklarowali sympatię do komunizmu. W oczywisty sposób tacy ludzie musieli być pod lupą władz, byli podejrzani. Taki scenariusz był realny jeszcze w latach 50., ale później już zdecydowanie nie.
Ale to już zupełnie inna historia. Brytyjscy komuniści i ludzie lewicy byli oskarżani o próby wykolejenia brytyjskiej gospodarki – ale był to wynik ich poglądów, a nie rozkazów
przyjmowanych od KGB.
Przywództwo Partii Pracy od momentu zakończenia II wojny światowej aż do początku lat 60. było bardzo głęboko zaniepokojone faktem, że może być infiltrowane przez KGB. W 1961 r. przywódcy laburzystowscy sami dostarczyli MI5 listę 16 laburzystowskich deputowanych, którzy mogli być w skrytości ducha komunistami – oraz listę kolejnych 80 działaczy, którzy również byli podejrzani.
Nie, raczej nie. Mimo skali zaangażowania sowieckiego wywiadu w Wielkiej Brytanii, jego działalność nie miała większego przełożenia na politykę.
W znacznie większej mierze dotyczyło to przemysłu. Co ósmy członek władz związków zawodowych na wyspach był komunistą.
Diametralne. Gdy utworzono MI5 w latach poprzedzających I wojnę światową, agenci tej służby zajmowali sie wyłącznie łapaniem szpiegów.
Dziś statystycznie jedynie 3,5 proc. działań MI5 wiąże się z identyfikowaniem działających na wyspach szpiegów. Cała reszta to operacje antyterrorystyczne.
Jest tylko jeden sposób, by to ocenić. Do dziś nie było brytyjskiego 11 września. Mieliśmy 7 lipca , ale to zdecydowanie nie to samo.
Można tu znaleźć dwojakie wytłumaczenie. Albo Osama bin Laden nie chciał kolejnego 11 września w Wielkiej Brytanii, albo służbom udało się zapobiec takiej próbie.
Pierwszą opcję mogę jednak w pełni wykluczyć. Bin Laden chciał urządzić Brytyjczykom powtórkę z zamachów w USA, próbował to osiągnąć – ale próba ta została udaremniona. I przynajmniej po części jest to zasługa MI5.
p
* Christopher Andrew – specjalista od historii służb wywiadowczych z Uniwersytetu Cambridge, mianowany oficjalnym historykiem brytyjskiego kontrwywiadu (MI5), współautor m.in. historii KGB, CIA oraz wydanej również w Polsce książki „Archiwum Mitrochina”