Dziennik Gazeta Prawana logo

"Wybory stały się pręgierzem demokracji". Ekspert o spadającej frekwencji

22 kwietnia 2024, 09:38
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wybory samorządowe na finiszu
"Wybory stały się pręgierzem demokracji". Ekspert o spadającej frekwencji/Inne
"Jeśli czujemy się niewolnikami tych cyklicznych wyborów, to nie ma mowy o prawdziwej radości.  Przecież 'z niewolnika nie ma pracownika'" - mówi w rozmowie z Dziennik.pl dr Mirosław Oczkoś. 

Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) podała w poniedziałek wyniki ze 100 proc. obwodów głosowania (11 888 na 11 888) w drugiej turze wyborów samorządowych. Frekwencja wyborcza, według tych danych, wyniosła 44,06 proc. 

Tu warto przypomnieć, że 7 kwietnia w pierwszej turze frekwencja wyniosła niecałe 52 proc. Jednak to dużo mniej, jak w przełomowych wyborach 15 października 2023 roku, kiedy do urn wyborczych udało się ponad 74 proc. uprawnionych do głosowania Polaków. Dlaczego więc frekwencja z wyborów na wybory jest coraz niższa?

Ludzie mają dosyć, a nie można ludzi zamęczyć. Za chwilę są wybory europejskie, które są piekielnie ważne dla Polski. Tylko jak się nie robi kampanii profrekwencyjnej, bo żadna z partii, które są w Sejmie, na poziomie Polski takiej kampanii nie robiła, to trudno oczekiwać oszałamiającej frekwencji - powiedział w rozmowie z Dziennik.pl dr Mirosław Oczkoś, ekspert ds. wizerunku i marketingu politycznego. 

Ekspert ostrzega: Wybory stały się pręgierzem demokracji 

Teraz wychodząc z jednych, wchodzimy w drugie wybory, w kolejną kampanię. To jest coś okropnego dla ludzi, ponieważ wybory są świętem demokracji, a teraz okazuje się, że stały się one swoistym "pręgierzem demokracji" …Ludzie mówią: znowu? Znowu muszę iść głosować?! Jedni, ci, którzy uważają to za konieczność, uczestniczą, ale ci, którzy zazwyczaj nie biorą udziału, tym bardziej pozostają obojętni, nie chodzą i mają to w nosie - dodał. 

Dr Oczkoś przypomniał też, że całkiem niedługo (w 2025 roku - przyp. red .) odbędą się również wybory prezydenckie.  Jeśli czujemy się niewolnikami tych cyklicznych wyborów, to nie ma mowy o prawdziwej radości.  Przecież "z niewolnika nie ma pracownika". W dużej mierze winę za tę sytuację ponosi PiS oraz nie-Zjednoczona Prawica, gdyż zrobili wszystko, żeby obrzydzić przejęcie władzy, podejmowali działania, które zniechęciły do udziału w wyborach. Jednakże koalicja rządząca również powinna się zastanowić, czy wzajemna rywalizacja, jak np. ta między Jackiem Sutrykiem i Izabelą Bodnar we Wrocławiu, nie zniechęci wyborców na dłuższą metę  - podsumował ekspert ds. wizerunku i marketingu politycznego. 

Rozmawiała Aneta Malinowska 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
xy
Aneta Malinowska

Dziennikarka. Absolwentka studiów magisterskich na Uniwersytecie Łódzkim oraz podyplomowych na Uczelni Łazarskiego w Warszawie (Łazarski Executive Education). Pracowała m.in. w Polskim Radiu, Superstacji, Wirtualnej Polsce oraz w portalach Tokfm.pl i Gazeta.pl, a także w kilku mniejszych redakcjach radiowych i internetowych. W Dziennik.pl zajmuje się przede wszystkim tematami społeczno-politycznymi.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraBurze paraliżują Polskę. Ponad 820 interwencji strażaków. Alerty IMGW i RCB dla milionów Polaków »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj