Niski, ale za to słusznej postury ochroniarz, machając rękami i głośno krzycząc, rzucił się na fotoreportera, gdy ten przymierzał się do zrobienia zdjęcia generałowi. Jaruzelski właśnie wyszedł ze szpitalnego oddziału.

Podtrzymywany przez oficera Biura Ochrony Rządu, idąc o lasce, generał jakby nie zauważył całego zamieszania. A było spore, bowiem szpitalny ochroniarz wyłamywał ręce, dusił i przyciskał do ściany fotoreportera.

Rzecznik warszawskiego szpitala na Szaserów, pułkownik Wojciech Lubiński, tłumaczy, że generał nie życzył sobie robienia zdjęć. A ponieważ fotoreporter zaczaił się jeszcze na terenie szpitala, ochroniarz musiał interweniować. "O tym, czy reakcja ochrony była zbyt brutalna, zdecyduje policja, którą wezwaliśmy i która już wyjaśnia sprawę" - mówi dziennikowi.pl pułkownik Łubiński.

Rzecznik dodaje, że fotoreportera od razu zbadali lekarze na Izbie Przyjęć. Po badaniu okazało się, że pobity ma pękniętą kość ręki. Fotoreporter już zapowiedział, że poda do sądu ochroniarza.

Wojciech Jaruzelski prawie trzy tygodnie leżał w szpitalu wojskowym. Dziennik.pl dowiedział się, że miał zapalenie płuc i kłopoty z krążeniem. Stan 84-letniego generała był poważny.