Wśród 10 punktów deklaracji najwięcej emocji budzi punkt piąty - to postulat, o który walczył DZIENNIK: bezpłatne znieczulenie dla każdej kobiety, która sobie tego zażyczy. "Jeżeli nie występują przeciwwskazania medyczne, kobieta rodząca ma prawo do uwzględnienia swoich życzeń, dotyczących stosowanych procedur położniczych, w tym ochrony przed bólem“ - pisze biuro rzecznika.

Reklama

"W krajach Europy Zachodniej takie rozwiązania od lat są standardem. W Polsce za podobne warunki porodu kobiety muszą nadal słono płacić" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski.

Zdaniem twórców dokumentu efekt jest fatalny: niskie standardy opieki to rosnący strach przed ciążą, a ten z kolei jest jednym z elementów przyczyniających się do niżu demograficznego. "Przygotowywany dokument ma być również narzędziem, które pozwoli powstrzymać proces starzenia się polskiego społeczeństwa" - twierdzi Kochanowski.

>>>Przeczytaj i podpisz Kartę Praw Kobiety Rodzącej

"W ostatnich latach pogorszyła się dostępność kobiet ciężarnych i rodzących oraz noworodków do adekwatnej do potrzeb opieki profilaktyczno-leczniczej” - alarmuje rzecznik w preambule kilkustronicowego dokumentu. Jego biuro przekonuje, że "ujawnia się z całą ostrością problem braku miejsc na oddziałach położniczych i noworodkowych" oraz "pogarszają się standardy udzielanych świadczeń".

Dokument ujrzał światło dzienne zaledwie kilkanaście dni po opublikowaniu przez GUS danych, według których w 2050 r. ludność Polski może zmaleć do zaledwie 32 milionów - z obecnych 38. Gdyby te dane okazały się prawdą, oznaczałoby to drastyczną zapaść systemu emerytalnego i gigantyczny spadek znaczenia Polski w Unii Europejskiej.

Kartę popiera dlatego Joanna Kluzik-Rostkowska, minister pracy i polityki społecznej w rządzie PiS. "Jeżeli kobiety nie będą miały pełnego komfortu w trakcie ciąży i porodu część z nich zrezygnuje z macierzyństwa. Nie możemy sobie na to pozwolić, bo to ostatnia szansa na odwrócenie niekorzystnych tendencji demograficznych" - mówi.

Dla kobiet to jednak przede wszystkim szansa na godny i możliwie bezbolesny powód.

Postulaty rzecznika już wcześniej poparli przedstawiciele środowisk medycznych. "Współczesna nauka daje kobiecie możliwość rodzenia bez bólu. Dlatego znieczulenia na Zachodzie to normalna praktyka" - mówi Tomasz Niemiec, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.

Karta ma jednak również inne znaczenie - to pierwszy polski dokument, który przyznaje, że prawo do należytej opieki nie jest przywilejem tylko jednym z praw człowieka. "Wreszcie instytucja państwowa uznała, że kobieta rodząca ma przyrodzone i niezbywalne prawa. Postawa rzecznika jest godna pochwały, szkoda jedynie, że tego typu dokument nie jest dziełem rządu" - powiedziała szefowa Amnesty International Polska - Draginja Nadażdin.

Zdaniem części naszych rozmówców, uznanie dokumentu przez ministerstwo i jego realizacja mogłyby mieć dla Polski również olbrzymie znaczenie prestiżowe. Z kraju, który ma jedne z najgorszych standardów opieki nad kobietą rodzącą w całej Unii, Polska stawałaby się pod wieloma względami jednym z jej liderów. - Dla dużego państwa jest kompromitujące, że kobiety z przygranicznych rejonów jeżdżą rodzić do niemieckiego Schwedt. A naprawdę niewiele trzeba, by to odwrócić - mówi prof. Janusz Szymborski pełnomocnik RPO ds. rodziny pod kierunkiem którego powstaje karta.

>>> Poznaj całą Kartę Praw Kobiety Rodzącej

Dokument, który publikujemy na stronach dziennika.pl, 17 grudnia ma trafić na biurko minister zdrowia Ewy Kopacz. Razem z Kartą rzecznik chce wysłać do resortu zdrowia podpisy z poparciem. Głosy będą zbierane na internetowej stronie biura rzecznika.

Na razie Ministerstwo Zdrowia odmawia komentarzy w sprawie dokumentu. "Nie będziemy się na jego temat wypowiadać, dopóki nie otrzymamy Karty" - powiedział rzecznik resortu Jakub Gołąb. Już wcześniej minister Kopacz wykluczała jednak refinansowanie znieczuleń przy porodach. Twierdziła, że jej resort nie ma na to środków.