Dziennik Gazeta Prawana logo

Ciąże pod specjalną kontrolą rządu

20 kwietnia 2009, 20:03
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Ciąże pod specjalną kontrolą rządu
Inne
Ministerstwo Zdrowia opublikowało już na swojej stronie internetowej druk nowego zaświadczenia, które będzie potwierdzać, że kobieta ciężarna znajduje się pod opieką lekarską. Jeśli zaświadczenia nie będzie, matka nie otrzyma 1000 zł becikowego. Pomysł budzi wielkie kontrowersje.

Nowe zasady zaczną obowiązywać od 1 listopada.

Lekarze będą mieli dodatkową robotę. W liczne rubryki wpiszą tam m.in: dane i PESEL kobiety, datę rozpoznania ciąży, objęcia pacjentki opieką medyczną, a także terminy wykonywanych badań w poszczególnych trymestrach ciąży.

>>>Ministerstwo chce rejestrować kobiety w ciąży

Ministerstwo Zdrowia tłumaczy: i na systematyczne badania kontrolne. Pozwoli to na prawidłowy monitoring ciąży."

Lekarze podkreślają, że cel jest słuszny. Ale czy zostanie osiągnięty? Warszawska ginekolog Ewa Dądalska obawia się, że nowy przepis będzie trudny do zrealizowania: "Kolejki dwa, trzy miesiące do ginekologa nie są rzadkością nawet w Warszawie" - przypomina.

"Szczególnie, że w sposób pewny można wykryć ciążę na USG dopiero w 6. tygodniu" - dodaje dr Grzegorz Południewski, prezes Towarzystwa Rozwoju Rodziny.

Jego zdaniem przymuszanie kobiet wywoła lęk i zniechęci je. "Informować, zachęcać i stwarzać jak najlepsze warunki do urodzenia" - uzasadnia.

Kłopot z uzyskaniem zaświadczenia będą miały Polki mieszkające za granicą, bo np. w Wielkiej Brytanii takich zaświadczeń nie wydaje się przed 12. tygodniem ciąży, bowiem do tego czasu ciąża jest najbardziej niestabilna.

Nawet politycy PO są skonsternowani. "Jestem przeciwny, by państwo mieszało się w prywatność obywateli" - komentuje Jarosław Katulski, poseł PO i jednocześnie ginekolog-położnik.

Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku minister zdrowia przekonywała, że rejestrowanie ich będzie służyło walce z podziemiem aborcyjnym. Gdy zarejestrowana kobieta przestałaby się pojawiać w gabinecie lekarskim, położna sprawdziłaby, co się stało. Fakt utraty ciąży wymagałby wyjaśnień.

Ta zapowiedź szefowej resortu wywołała falę krytyki. Konstytucjonaliści zarzucili jej łamanie prawa do prywatności, a organizacje kobiece chęć inwigilacji. Zaskoczony miał być nawet premier Donald Tusk. I już po kilku godzinach resort zaczął się wtedy powoli z tego wycofywać.

>>>Nie będzie spisu wszystkich Polek w ciąży

Zdaniem dr. Południewskiego minister Kopacz wróciła teraz do swojego fatalnego pomysłu, ale tylnymi drzwiami poprzez nowelizację przepisów o becikowym. - ocenia.

p


Nie wierzę, że dbanie o zdrowie można wymusić. Dlatego jestem przeciwny wszelkim rejestrom czy nakazom w tej sprawie. Człowiek musi mieć prawo wyboru.


Nie można uzależniać becikowego, które ma być na wyprawkę dla malucha, od tego, czy ktoś zgłosił się do lekarza przed 10. tygodniem ciąży. Tym bardziej że becikowe miało należeć się wszystkim rodzicom, bez względu na dochody. To nadmierne wtrącanie się państwa w życie osobiste obywateli.


Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.


Nie ma potrzeby. Jeśli kobieta poroni ciążę, to otrzymuje wypis ze szpitala z taką informacją. Nie ma więc tu żadnej wątpliwości. Co innego, gdy ciąża została zarejestrowana, ale uległa samoistnemu poronieniu na bardzo wczesnym etapie. Kobieta nie wymagała pomocy lekarskiej, nie ma więc zaświadczenia, że poroniła. Teoretycznie może więc być podejrzewana o aborcję. Tymczasem kobieta, która naprawdę chce usunąć ciążę, na pewno nie zgłosi się do lekarza, nie będzie zainteresowana żadnym zaświadczeniem ani becikowym.


Moim zdaniem to niemożliwe. Część kobiet korzysta z ginekologów w ramach publicznej służby zdrowia, ale spora część chodzi do ginekologa prywatnie. Dane o nich nie muszą być wykazywane.


Zdrowie jest najważniejsze, ale moim zdaniem nie da się tego osiągnąć, stosując przymus. Tu potrzebna jest edukacja. To przynosi rezultaty. Jeszcze 15 lat temu więcej niż połowa kobiet zgłaszała się do lekarza dopiero w połowie ciąży. Teraz to rzadkość. Przeciwnie, rośnie grupa kobiet, które bardzo czekają na dziecko i tuż po dacie spodziewanej miesiączki robią test i przychodzą do lekarza. Chcemy, by tak postępowało jak najwięcej matek.


Mówią, że jest to ich już kolejna ciąża, zawsze wszystko było w porządku, więc się nie spieszyły, by przyjść od razu. Mogą to zrobić np. w 12. tygodniu. Teraz, kiedy urodzą dziecko, miałyby nie dostać becikowego? To niesprawiedliwe.

*Jarosław Katulski, ginekolog-położnik, poseł PO z sejmowej komisji zdrowia

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj