Maciej Tański*: Podstawowym grzechem jest to, że w sytuacjach konfliktowych nie podejmujemy rozmowy, trudne tematy wolimy odłożyć na później. A kiedy już do rozmowy dojdzie, nie umiemy jej
prowadzić. Przerywamy sobie, nie dopuszczamy drugiej strony do głosu, a ona reaguje frustracją i podnosi głos, płacze albo wycofuje się. Należy pokazać, że chce się go słuchać, i wziąć pod uwagę jego racje. Co nie
oznacza od razu zgody na jego argumenty.
Nie zgadzam się. Jeżeli ktoś ciągle powraca do jednego tematu, to partner powinien się zastanowić, dlaczego sprawa jest tak ważna. Co jeszcze można zrobić, jak problem rozwiązać? Czasem
ktoś mówi: „ona kiedyś była inna, a teraz czepia się wszystkiego”. Ale nic nie dzieje się bez przyczyny, obie strony ponoszą odpowiedzialność za to, co się z każdą z
nich dzieje.
>>>Włoska kłótnia do nie dla nas
Zawsze da się dojść do porozumienia, jeśli rozmawiamy. Najważniejsze, by umieć wyrazić emocje tak, aby nie ranić drugiej osoby. Często małżeńskie konflikty dotyczą wyboru szkoły. Matka
chce, żeby dziecko miało do niej blisko, a ojciec, żeby szkoła była dobra. Niby nie da się pogodzić tych oczekiwań, ale trzeba wysłuchać, dlaczego partnerowi na tym zależy. Może da się
znaleźć szkołę niedaleko, ale za to wystarczająco dobrą? Na pewno nie jest dobrze, gdy jedno machnie ręką i odpuści. Frustracja może się odkładać i pojawić później, za to w dużo
gorszej formie.
*Maciej Tański jest mediatorem rodzinnym