KATARZYNA NOWACKA*: Po kilku latach związku. Mieliśmy malutkie dziecko i mieszkaliśmy już wtedy razem. i po jednej z eskapad wrócił do domu radosny, z pustym portfelem. Ja zaczęłam mu wyrzucać, że nie mam na pieluchy, że zostawił mnie samą z dzieckiem, że nie dawał znaku życia. A on po prostu ze mnie szydził. Wtedy to ja pierwsza popchnęłam go, bo byłam bardzo zła. On nie pozostał mi dłużny, . Najpierw zdarzały się sporadycznie, mniej więcej raz na miesiąc, a potem już co tydzień. Żyliśmy w ten sposób prawie pięć lat.
>>> 800 tysięcy Polek ofiarami domowych katów
Bo cały czas wierzyłam, że on się zmieni. Chodził na spotkania AA, potrafił być naprawdę uroczy. Był inteligentnym i zabawnym facetem, miał dwa fakultety, a potem nagle coś przeskakiwało mu w głowie, i przestawał traktować mnie jak człowieka. Poza tym zabierał mi dokumenty, szantażował, zastraszał. Parokrotnie wprawdzie wywalałam go z domu, ale gdy się kajał, pozwałam mu wrócić. Wiem, że ktoś, kto nie doświadczył przemocy domowej, nie może tego zrozumieć.
Gdy byłam . Pobiegłam do sąsiadki i zadzwoniłam na policję. Funkcjonariusze przyjechali bardzo szybko i wygonili mojego konkubenta z mieszkania. Postanowiłam wtedy pójść za ciosem i podać go do sądu.
Bo pierwsza rozprawa odbyła się po pięciu latach od złożenia zawiadomienia. Wtedy sprawa uległa już przedawnieniu i policja zniszczyła notatkę z interwencji. Do dziś pamiętam, jak zakwestionował jeden z opisywanych przeze mnie gwałtów, bo uznał, że skoro nie doszło do wytrysku, to nie można mówić o gwałcie. Nikt mi nie zaproponował żadnej pomocy psychologicznej. Właśnie dlatego nie wierzę w polską sprawiedliwość. Ja i tak miałam dużo szczęścia, bo mój prześladowca dał mnie i dzieciom spokój. Ale to też oznacza, że ma teraz inną ofiarę.
*Katarzyna Nowacka ma 40 lat, pochodzi z Warszawy