Felicjan Gajdziński to mieszkaniec Sopotu i członek Unii Polityki Realnej. Cztery lata temu wniósł bezprecedensową skargę, twierdząc, że obowiązek zapinania pasów jest niezgodny z konstytucją, bo narusza godność obywateli i pozbawia ich prawa do decydowania o własnym bezpieczeństwie.
Nie udało mu się jednak przekonać sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy stwierdzili, że obowiązek jazdy w pasach chroni podróżnych, którzy nie zawsze zdają sobie sprawę, jak ryzykowna jest jazda bez tego zabezpieczenia.
FELICJAN GAJDZIŃSKI: Oczywiście, że nie. Cały czas uważam, że obowiązek używania pasów jest sprzeczny z konstytucją. Świadczy o tym, że państwo traktuje nas jak głupków. Wiem, co jest
dla mnie dobre, jeśli narażam się na niebezpieczeństwo, to jestem świadom konsekwencji i sam ponoszę odpowiedzialność. Nie można ludzi traktować jak baranów. Argumentacja trybunału była
bardziej elokwentna niż tłumaczenia sądów grodzkich, ale sprowadziła wszystko do dyskusji na temat bezpieczeństwa.
>>>Korwin-Mikke: Nakaz zapięcia pasów to faszyzm
Wcale nie kontestuję takich opinii. Nie o to jednak w tym sporze chodzi. Obowiązek zapinania pasów jest sprzeczny z konstytucją i moim poczuciem bezpieczeństwa. Jeśli ktoś chce używać
pasów, to przecież nikt mu tego nie zabrania. Z drugiej strony jednak są sytuacje, w których to właśnie zapięty pas przyczynił się do tragedii. A państwo w swej trosce o bezpieczeństwo
obywateli może dojść do absurdu.
Kilka osób nad nim pracowało. Nie jestem prawnikiem, więc pomógł mi kolega. Cała ta batalia była dla mnie swoistą walką z socjalizmem, który jest najgorszą zarazą w dziejach
ludzkości.
Nie, ale jeżdżę bardzo dużo. Wiele lat zaciskałem zęby, nawet płaciłem mandaty. W końcu powiedziałem dość i postanowiłem coś w tej sprawie zrobić.
Tak, chcę wnieść skargę do trybunału w Strasburgu.