Któż nie pamięta tych wypraw jako dyżurny po klasowy dziennik - pozwalały urwać parę minut z lekcji. Zagubiony klucz do pokoju nauczycielskiego ratował przed odpytywaniem. A "pała" wpisana ołówkiem zawsze bolała mniej, niż czerwonym długopisem - zawsze można ją było poprawić na lepszą ocenę.

Reklama

To już jednak przeszłość. Katarzyna Hall, minister edukacji, wprowadziła właśnie rozporządzenie, umożliwiająca od września rezygnację z papierowych dzienników szkolnych. Zastąpią je e-dzienniki.

Oceny, a także obecności, wpisywane są w system komputerowy. Dzięki temu stały dostęp do informacji o swoim dziecku mają rodzice (za pomocą internetu i jakiegokolwiek programu obsługującego pliki *.xml). Nie uda się więc ukryć słabej ceny, ale nawet pójść na wagary. Po prostu rodzic siedząc w pracy może co rano sprawdzać czy jego dziecko dotarło na lekcje.

Jak podaje dzisiejsza "Rzeczpospolita" taki system działa już w 0,3 proc. polskich szkół. Tyle że równolegle z e-dziennikami nauczyciele muszą ciągle prowadzić także tradycyjny dziennik papierowy. "To dodaje tylko pracy. Wszystkie oceny i obecności trzeba wpisywać dwa razy" - mówi "Dziennikowi" Danuta Kolbeć, polonistka z warszawskiego liceum.

To jednak zmieni się już od września. Dzięki rozporządzeniu minister edukacji szkoły, które wykupią system e-dzienników, mogą zrezygnować z papierowej wersji.

Reklama