O tym, że siatka jest pod prądem, wiedzieli wszyscy, którzy mogli zrobić coś, żeby to zmienić. Ale ani dyrektorka liceum, ani policja, ani nawet pogotowie energetyczne nie kiwnęło palcem, żeby to usunąć. Teraz do tej listy prokuratura dopisuje zarządców pobliskich budynków. O prądzie płynącym przez siatkę mówiła im właścicielka zakładu czyszczenia pierza, który mieści się tuż obok boiska.
I dlatego niewinna zabawa zmieniła się w tragedię. Bo 15-letni chłopak, nieświadomy niebezpieczeństwa, wdrapał się na mur, zakończony śmiercionośną siatką. Szukał tam piłki - razem z kolegami grał w koszykówkę. Ale gdy chwycił się siatki, poraził go prąd. Na tyle silny, że chłopaka nie udało się uratować.
Jak na razie zarzuty usłyszała tylko dyrektorka szkoły. Bo do niej należy przylegające boisko, na którym zginął Filip.