Najbardziej podejrzane w tym wszystkim jest to, że Białorusin to wyjątkowo dobry fachowiec. Skrupulatnie przygotowywał się do każdego spotkania z informatorem, na wszelki wypadek kilka razy zmieniał umówione miejsce. Świetnie radził sobie z werbowaniem i szkoleniem współpracowników.
I na to właśnie zwrócił uwagę prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. Bo tacy specjaliści często wcześniej przechodzili szkolenia w Moskwie. Ale Kaczmarek na razie nie chce potwierdzić, że białoruski szpieg rzeczywiście szpiegował dla Rosjan.
Kaczmarek na razie ujawnia tylko strzępy informacji. Wiadomo, że szpieg nie działał na terenie Polski. Świetnie wiedział, co robi. Bo fakt, że spotykał się z informatorami poza Polską, może pokrzyżować szyki polskim prokuratorom.
Jednak nasi śledczy już wzięli się do roboty. Wysłali na Litwę wniosek o wydanie białoruskiego szpiega. I liczą, że już za kilka miesięcy Białorusin stanie przed polskim sądem.