"Metropolita Wojtyła doskonale wiedział, że jest podsłuchiwany" - twierdzi w swojej książce kardynał Dziwisz. Dlatego przyszły papież grał SB na nosie. Mówił głośno tylko to, co chciał, aby usłyszano. Gdy chciał jednak porozmawiać bez dodatkowych par uszu, wychodził do parku albo szedł w góry.
SB nie dała spokoju Wojtyle, nawet gdy został papieżem. Kiedy w 1983 roku spotkał się w restauracji z Lechem Wałęsą, funkcjonariusze przebrali się za kelnerów. Niczego jednak nie podsłuchali, bo papież szybko się zorientował, że otaczają go agenci. Wyprowadził Wałęsę na zewnątrz.
Włosi będą mogli przeczytać o tym już w środę. Wtedy "Świadectwo" trafi na półki włoskich księgarni. Polacy na wspomnienia Stanisława Dziwisza będą musieli poczekać jeszcze tydzień.