Związkowcy twierdzą, że i tak zrezygnowali z dużo większych żądań, bo na początku chcieli podwyżek pensji o 30 proc., a teraz chcą już tylko dostać pięć złotych dziennie więcej. Ta podwyżka miałaby wejść w życie od 1 marca. Druga - w takiej samej wysokości - od 1 października.
Co ciekawe, rzecznik zakładu Mirosław Kwiatkowski zapewnia, że już w sobotę zapadła decyzja o zgodzie na te podwyki. Związkowcy odpowiadają, że nic o tym nie wiedzą, bo dziś rano do strajkujących nie przyszedł dyrektor kopalni. Rzecznik z kolei podkreśla, że rozmów ze strajkującymi nie będzie. Mogą się rozpocząć dopiero po przerwaniu protestu.
Od szóstej rano w kopalni "Budryk" strajkuje ok. 600 górników. Protest płacowy poparło wcześniej w kopalnianym referendum aż 94 proc. załogi. I jak zwykle w takich sporach górnicy zapowiadają, że będą protestowali aż do skutku.