Dziennik Gazeta Prawana logo

Zabił szefa, który dał mu pracę

12 października 2007, 16:32
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wiesław Bereda dał pracę tułającemu się po wsi Pluski Eugeniuszowi G. Ale ten zamiast mu dziękować, okradał. A, gdy szef przyłapał go na gorącym uczynku, bandyta zabił go z zimną krwią.
Pluski to mała wieś pod Olsztynem, położona z dala od głównych tras. Z jednej strony jezioro, a z drugiej las. Jedna z warszawskich firm buduje tu 17 pięknych domów. Na budowie pracują głównie górale spod Zakopanego. Jest ich 30. Kierownikiem budowy rok temu został 55-letni Wiesław Bereda z Warszawy.

Pod jego nadzorem budowa szła szybko i sprawnie. Wójt gminy Stawigudy Teodozy Marcinkiewicz był zaskoczony. Gdy objeżdżał wieś, zajechał na miejsce. Popatrzył na szybko pracujących górali i zapytał Beredę, czy nie znalazłoby się miejsce dla jednego z miejscowych - Eugeniusza G.

G. mieszkał kiedyś w Pluskach, ale ostatnio tułał się po okolicznych wioskach. Był kiedyś rybakiem, ale wolał pić niż uczciwie pracować. Straszył żonę, znęcał się nad ósemką swoich dzieci. W końcu rok temu żona przepędziła go z domu. Postanowiła sama wychować ósemkę ich dzieci.

Pijak zamieszkał w lesie w namiocie. Rano zbierał grzyby. Potem je sprzedawał przy drodze. Wszystko co zarobił, przepijał. Gdy przyszła zima, swoim losem postanowił zainteresować dziennikarzy. "Reportaż o nim był w telewizji" - przypominają ludzie w Pluskach.

Po tym programie wjt poprosił Beredę, by ten znalazł jakieś zajęcie dla Eugeniusza G. Kierownik zaproponował mężczyźnie pracę z mieszkaniem! Eugeniusz G. miał pilnować, czy nikt nie kradnie, w nocy drzemać i pilnować placu budowy. Zaproponował mu 1500 złotych pensji. Eugeniusz G. obiecał, że będzie wzorowym pracownikiem.

Ale wytrzymał tylko cztery tygodnie. Zaczął przepijać pensję, a gdy skończyły się pieniądze, zaczął kraść z narzędzia i m,ateriały z budowy. Kierownik zauważył, że stróż kradnie i zziął go na męską rozmowę. Ostrzegł, że jeśli jeszcze raz to się zdarzy, wyrzuci go z pracy. Niestety, Eugeniusz G. nie posłuchał. Został zwolniony.

Po dwóch tygodniach, gdy Eugeniuszowi G. zabrakło pieniędzy na wódkę, w nocy przyszedł na budowę. Kierownik usłyszał go. Wyszedł z baraku. "Mówiłem, byś nie wracał..." - zdążył tylko powiedzieć Bereda i mężczyzna rzucił się na niego. Zaczął dusić.

Kierownik wyrwał się, ale napastnik pobiegł za nim. Złapał szpadel. Uderzył ofiarę w głowę - raz, drugi, trzeci... Bił, aż Bereda przestał dawać oznaki życia. Nad ranem martwego warszawiaka znaleźli górale. Zmarły zostawił żonę Maritę, osierocił córkę Paulinę i dwóch dorosłych synów Grzegorza i Tomasza.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj