W poniedziałek cały Sieradz zastanawiał się, kim jest Damian C. Dlaczego pociągnął za spust i zabił trzech policjantów? - pyta DZIENNIK.
Strażnik ma 28 lat. W służbie więziennej pracuje od sześciu. Jego przełożeni zgodnie twierdzą, że jest dobrym pracownikiem. "Nigdy nie było na niego
żadnych skarg - powiedział dziennikarzom płk Marek Lipiński, dyrektor więzienia w Sieradzu. - Pracował na takich stanowiskach, które nie mogły go stresować" - dodał.
Okazuje się teraz, że wartownik zaczął strzelać, ponieważ miał problemy rodzinne. To najbardziej prawdopodobny motyw, chociaż policjanci sprawdzają też, czy Damian C. nie wyciągnął broni, by zlikwidować lub odbić jednego z więźniów.
"Chłopak najwyraźniej załamał się psychicznie. Miał problemy w domu, nie umiał sobie z nimi poradzić. Według mojej wiedzy informował o swoich problemach przełożonych" - powiedział DZIENNIKOWI mężczyzna, podający się za dobrego znajomego Damiana C. Jego wersję potwierdza matka strażnika. "Ostatnio mało się odzywał. Zamknął się w sobie. Nie dogadywał się ze swoją żoną. Biła go. Powiedział, że o wszystkim informował swoich szefów - mówiła kobieta. - W ogóle byłam święcie przekonana, że nie pracuje z bronią" - dodała.
Rzeczniczka służby więziennej Luiza Sałapa zaprzecza, że wartownik mówił przełożonym o swoich kłopotach. "Nie mieliśmy żadnego zgłoszenia o problemach osobistych od strażnika" - twierdzi.
Damian C. na początku marca kilka dni spędził w sieradzkim szpitalu. Trafił tam na oddział chirurgii urazowej z wyraźnymi śladami po pobiciu. Obrażenia miała spowodować jego żona. Z naszych informacji wynika, że w nocy poprzedzającej tragedię między małżonkami znowu doszło do awantury.
Okazuje się teraz, że wartownik zaczął strzelać, ponieważ miał problemy rodzinne. To najbardziej prawdopodobny motyw, chociaż policjanci sprawdzają też, czy Damian C. nie wyciągnął broni, by zlikwidować lub odbić jednego z więźniów.
"Chłopak najwyraźniej załamał się psychicznie. Miał problemy w domu, nie umiał sobie z nimi poradzić. Według mojej wiedzy informował o swoich problemach przełożonych" - powiedział DZIENNIKOWI mężczyzna, podający się za dobrego znajomego Damiana C. Jego wersję potwierdza matka strażnika. "Ostatnio mało się odzywał. Zamknął się w sobie. Nie dogadywał się ze swoją żoną. Biła go. Powiedział, że o wszystkim informował swoich szefów - mówiła kobieta. - W ogóle byłam święcie przekonana, że nie pracuje z bronią" - dodała.
Rzeczniczka służby więziennej Luiza Sałapa zaprzecza, że wartownik mówił przełożonym o swoich kłopotach. "Nie mieliśmy żadnego zgłoszenia o problemach osobistych od strażnika" - twierdzi.
Damian C. na początku marca kilka dni spędził w sieradzkim szpitalu. Trafił tam na oddział chirurgii urazowej z wyraźnymi śladami po pobiciu. Obrażenia miała spowodować jego żona. Z naszych informacji wynika, że w nocy poprzedzającej tragedię między małżonkami znowu doszło do awantury.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl