Jakub Stachowiak: Czy rozmowa z takim desperatem jak strażnik więzienny jest szczególnie trudna dla negocjatora?
Negocjator: Oczywiście, że tak.

Dlaczego?
Mamy do czynienia z osobą, która strzelała, wyrządziła komuś krzywdę. Poza tym to osoba mundurowa, ma broń, zna policyjne procedury i na pewno wie, jak pracujemy.

Czyli w związku z tym istniało większe ryzyko dla ludzi prowadzących negocjacje z desperatem?
Tak. Przede wszystkim ten strażnik najpewniej przeszedł przeróżne szkolenia, po których wie, że w takich sytuacjach może wystąpić negocjator. I wie, czego może się po nim spodziewać.

Zatem trudniej czegokolwiek od niego wymagać...
Raczej oczekiwać, nie wymagać.

Co w takim razie można było zrobić?
Działać ze świadomością, że mamy przypadek, który nie będzie łatwy. Podstawa to opanowanie własnych emocji i próba rozmowy.

Rozmawia zespół negocjatorów czy jedna osoba?
Rozmawia jedna osoba, ale pracuje cały zespół, który jej pomaga, podpowiada, obserwuje – zarówno negocjatora, jak i desperata.

Od początku trzeba było zakładać, że będzie potrzebne wsparcie i antyterroryści?
Zawsze trzeba taki wariant przewidywać.

Dlaczego strażnik strzelał do negocjatorów?
Nie wiadomo. Nie wiadomo także, dlaczego zaczął wcześniej bez ostrzeżenia strzelać do policjantów z konwoju.

Czy powodem jego postępowania mogły być jego kłopoty rodzinne?
Mogły, ale z reguły jest tak, że powodów jest wiele. Może wydarzyło sie coś wczoraj wieczorem, może dziś rano. Nie wiemy tego w tej chwili. A to doprowadziło do tego, że wszystkich problemów było dla tego człowieka za dużo.

Czy negocjator w takiej sytuacji się boi?
Oczywiście że tak, bo zagrożone jest życie i zdrowie wielu osób. Przecież nigdy nie mamy pewności, że nie pojawi się gdzieś osoba postronna. Nie wiedzieliśmy, czy choć budynek został otoczony, na dziedziniec pod lufę karabinu nie wyjdzie osoba postronna.

Negocjatorzy są szkoleni na wypadek pracy w tak nietypowych warunkach?
Miejsce jest takie samo jak każde inne. Nie ma znaczenia, gdzie pracujemy. Rozmawiamy z człowiekiem, to jest jedyna pewna rzecz.

Tyle że uzbrojonym i znającym procedury...
...tak, i o której wiemy, że już komuś zrobiła krzywdę, a może nawet zabiła.

Jak się czuje negocjator po akcji, która się nie udała?
Nie powiedziałbym, że się nie udała. To, że czasem wchodzi grupa szturmowa albo użyty zostaje strzelec wyborowy, nie oznacza, że ponieśliśmy porażkę. Do momentu, do kiedy można było negocjować, tak było. Ale policja w takich przypadkach dysponuje różnymi narzędziami, aby sytuację kryzysową rozwiązać.

A może należało się spodziewać, że z tym strażnikiem będzie trudniej niż w podobnym przypadku z Jeleniej Góry? Rok temu strażnik w tamtejszym areszcie zamknął się w wieżyczce, miał broń, groził, że się zabije. Poddał się dopiero po siedmiu godzinach.

Negocjatorzy na pewno znali tamten przypadek i zdawali sobie sprawę, że teraz też będzie ciężko. I to niezależnie od tego, czy desperat przedstawił żądania, czy nie.

Przedstawił?
Nie mogę o tym mówić. Gdyby tę sytuację można było rozwiązać za pośrednictwem negocjacji, na pewno by się tak stało. Ale nie można było dłużej czekać, bo ten człowiek zrobiłby komuś jeszcze krzywdę albo sam odebrał sobie życie. Policja czy inne służby nie zastępują sądu i prokuratury, nie my mamy decydować, czy ktoś jest winny.

Być może trzeba było pozwolić mu wystrzelać amunicję, a potem spokojnie zatrzymać go bez rozlewu krwi.
Ale strażnik mógł mieć inną broń, poza tym sam mógł się zastrzelić. A zadaniem negocjatorów było pozytywnie to zakończyć. Choć brzmi to dziwnie w momencie, gdy nie żyje trzech policjantów i ranny jest aresztant.