W czasie najbliższych rozpraw - 26 kwietnia i 8 maja - oskarżyciele i obrońcy wygłoszą mowy końcowe. Jednak do tego czasu sąd może zdecydować o zmianie kwalifikacji prawnej zarzutów wobec byłych zomowców. Wszyscy mogą zostać oskarżeni o zabójstwo i tzw. zbrodnię komunistyczną. A to wydłużyłoby czas przedawnienia czynów. Oznacza to, że sąd miałby więcej czasu na rozpatrzenie sprawy.

Ale to niejedyna kwestia, którą zajmował się dziś sąd. Do akt trafiła opinia biegłego, który ocenił wiarygodność zeznań byłego zomowca Jerzego Ś., przesłuchanego 15 marca. Mężczyzna powiedział wtedy, że podczas pacyfikacji "Wujka", nim do górników zaczęli strzelać milicjanci z plutonu specjalnego ZOMO, wcześniej strzelało też kilku milicjantów z mniejszego oddziału. I dlatego - jego zdaniem - oni także powinni zasiąść na ławie oskarżonych.

Biegły jednak stwierdził, że Jerzy Ś. nie jest wiarygodny. Zdaniem specjalisty, mężczyzna przejawia skłonność do fantazjowania, a "treść zeznań wynikała z jego własnych spostrzeżeń, została zniekształcona przez wyolbrzymienia i przemilczenia".

To już trzeci proces w sprawie pacyfikacji kopalń "Wujek" i "Manifest Lipcowy". Sprawa ruszyła we wrześniu 2004 r. - od tego czasu w katowickim Sądzie Okręgowym odbyło się 95 rozpraw, przesłuchano ok. 300 świadków. Na ławie oskarżonych zasiada były wiceszef Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach i 16 byłych funkcjonariuszy plutonu specjalnego ZOMO.

Dwa poprzednie wyroki uniewinniające część oskarżonych uchylił Sąd Apelacyjny w Katowicach.